Moda retro, styl vintage, piękne i klimatyczne miejsca.
Stylizacje inspirowane nostalgią za minionymi laty,
dwudziestoleciem międzywojennym i złotymi latami Hollywood.

5 lutego 2016

Winter in black - retro w zimowym wydaniu.



fot. Faycal Marjane Photography
Wbrew pozorom zachowanie stylu retro zimą nie musi być trudne. Wystarczy elegancki płaszcz (albo futro), porządne buty i nakrycie głowy i sprawa załatwiona. Przecież nikt nie będzie sprawdzał ile warstw grubych swetrów mamy pod spodem. Jednak sytuacja nieco się komplikuje, kiedy pomimo mrozów chcemy wyglądać stylowo nie tylko na wierzchu. 
Stylową alternatywą dla swetra i barchanowej spódnicy będzie z pewnością ciepły kostium w stylu retro, który w wiosenny dzień mógłby właściwie sam zostać okryciem wierzchnim. Marynarkę o takim kroju – wąska talia i szerokie, rozkloszowane biodra - rozpowszechnił pod koniec lat 40tych Christian Dior prezentując kolekcję New Look (co oczywiście nie oznacza, że wcześniej w latach 30tych i 40tych nie noszono podobnych fasonów). Jednak ołówkowa spódnica zestawiona z taką marynarką to zdecydowanie styl lat 50tych. 
 

Kołnierz marynarki i dół spódnicy są obszyte futrem a całości stroju dopełniają ciepłe skórzane rękawiczki i nauszniki, które mają ten atut, że nie psują nawet najbardziej misternej fryzury. Wygląda na to, że na zdjęciach udało nam się złapać ostatni śnieżny dzień* tej zimy i chociaż nie było dużego mrozu, to filiżanka gorącej czekolady w pobliskiej kawiarence okazała się niezwykle miłym zakończeniem sesji.
 

*Zanim zdążyłam opublikować to co napisałam w Łodzi spadł śnieg, który zapewne stopnieje zanim zdążycie przeczytać ten post.
kostium (choć części kupione oddzielnie) - Collectif Clothing/5080st. Peggy's Boutique, rękawiczki - Tesco F&F, kozaki - Centro, torebka - Allegro, futro - vintage
make up + fryzura - własnej roboty 

24 stycznia 2016

Mity vintage - ile w nich prawdy?



Współczesna ikona stylu retro - Dita von Teese.

Zmotywowana pozytywnym odzewem po poprzednim wpisie poszłam za ciosem i drążę temat dalej. Tym razem postanowiłam poruszyć temat „mitów vintage”. Spotkałam się z postami o tej tematyce na anglojęzycznych blogach, jednak nie przekładają się one do końca na sytuację z naszego podwórka. Dlatego postanowiłam wejść w polemikę z kilkoma tezami, które pojawiają się we wpisach internetowych (nie tylko na blogach, ale również na dużych portalach, czy forach), a które w mojej opinii są błędne, bądź nieprecyzyjne.


  1. Opalenizna nie jest vintage.

Wiele retro modelek i blogerek (ja również) unika słońca. Często dzieje się tak ze względów zdrowotnych czy estetycznych - de gustibus non est disputandum. Jednak utrzymywanie, że opalenizna nie jest vintage i nie była popularna w ubiegłych dekadach, jest błędem. Owszem w okresie przed XX w. blada cera kobiet świadczyła, jeśli nie wprost o szlacheckim urodzeniu, to przynajmniej o wysokim statusie społecznym i majątkowym. Wytłumaczenie było proste, tylko zamożne kobiety nie musiały pracować np. w polu i mogły pielęgnować nieskazitelną cerę. Choć oczywiście robotnice w fabrykach też opalone nie były – one z kolei spędzały całe dnie w pomieszczeniach pracując ponad siły. Natomiast cała reszta społeczeństwa z pewnością była latem ogorzała. 
Ingrid Bergman, Bettie Page, Brigitte Bardot i Marilyn Monroe - mocno opalone dziewczyny.

Sytuacja zaczęła się zmieniać w latach 20tych ubiegłego wieku. Modne stało się uprawianie sportu, wypoczynek na świeżym powietrzu i opalanie, któremu sprzyjało kurczenie się kostiumów kąpielowych (historię kostiumu przybliżyłam tutaj). Modę na opalanie w już latach 20tych lansowała Coco Chanel, w latach 30tych i 40tych opalały się gwiazdy ekranu, choćby moja faworytka Marlena Dietrich, opalone były również w latach 50tych Marilyn Monroe i Bettie Page (ta ostatnia zwykła opalać się nago, żeby na zdjęciach nie było widać śladów po kostiumie kąpielowym) a w latach 60tych modę na opalanie w skąpym bikini propagowała Brigite Bardot. Również już w okresie dwudziestolecia międzywojennego pojawiły się w sprzedaży kosmetyki imitujące opaleniznę (bronzery, bądź samoopalacze). Miał je w swojej ofercie również nasz słynny krajan Antoine Cierplikowski.  A w latach 70tych skonstruowano pierwsze łóżko do opalania – od tej pory rosła popularność solariów. 


  1. Tylko nylony są naprawdę vintage.

Pończochy nylonowe mają wiele zwolenniczek pośród miłośniczek stylu retro (ja również należę do tego grona). Są opisywane jako niezwykle szykowne i eleganckie. Wiele osób deklaruje, że wystarczy je raz założyć, aby pokochać miłością dozgonną, a szelestu jaki wydają, nie można pomylić z niczym innym. Nylony pojawiają się w wielu sesjach zdjęciowych (wypadają na zdjęciach niezwykle efektownie), powstały dedykowane im strony, fora internetowe i grupy na fb, swego czasu istniała nawet inicjatywa Rok pończoch nylonowych. Choć przeznaczone dla pań, mają też wielu miłośników płci męskiej. 
Zdjęcie na dole - tak kiedyś w Stanach wyglądały kolejki po pończochy nylonowe.

I znów, nic w tym zdrożnego, dopóki nie pojawiają się opinie, że prawdziwe retro maniaczki (i prawdziwe kobiety w ogóle) zakładają wyłącznie nylony. Pończochy nylonowe swą premierę miały 15 maja 1940 r. (data ta została ochrzczona mianem Nylon Day) i przez około 20 lat święciły swoje największe triumfy. 
Lata 60te - rajstopy tryumfują!

Wcześniej, przed erą nylonu, pończochy produkowano w wersji ekskluzywnej z jedwabiu (były bardzo drogie i nietrwałe) a wersji codziennej z wełny i bawełny (były grubsze, trwalsze ale zdecydowanie mniej eleganckie). Nylonom udało się połączyć szyk z wytrzymałością i rozsądną ceną. Jednak panowanie pończoch nylonowych trwało zaledwie dwie dekady. W 1958 roku wynaleziono spandex - elastyczne włókno syntetyczne, znane też jako lycra bądź elastan. Wprowadzenie domieszki włókien elastycznych znacznie ułatwiło proces produkcyjny i obniżyło koszty (zamiast kilkunastu rozmiarów powstałych z kombinacji długości i tęgości, wystarczy kilka). Niemal równocześnie, na początku lat sześćdziesiątych do masowej produkcji wprowadzono rajstopy w wersji jaką znamy do dnia dzisiejszego a do ich popularności przyczyniło się m.in. pojawienie się minispódniczki w 1965 roku.  


  1. Prawdziwe kobiety chodziły/chodzą tylko w spódnicach.

Cały XX wiek to czas, w którym kobiety coraz chętniej i odważniej zakładały spodnie. Powodów było tak wiele, jak wiele zmian przyniósł ludziom XX w. Do najczęściej wymienianych należą: emancypacja kobiet, objęcie „męskich” stanowisk w fabrykach podczas wojny ale też moda na uprawianie sportów oraz zwykła wygoda. Oczywiście, początkowo tylko nieliczne, najodważniejsze panie decydowały się na spodnie, jednak z czasem ta część damskiej garderoby zyskała coraz więcej zwolenniczek, aż proporcje się wyrównały i obecnie nie ma chyba dziewczyny, która w swojej szafie nie miałaby zarówno spodni, jak i spódnicy.
Marlena Dietrich, Marilyn Monroe i Audrey Hepburn - jak widać nosiły nie tylko sukienki.

  1. Dawniej ludzie ubierali się elegancko.

Często patrzymy na stare fotografie, nie biorąc pod uwagę szerszego kontekstu, tego czego nie widać w kadrze. Kobiety w kapeluszach i rękawiczkach wydają się szczególnie eleganckie przez porównanie z tym, co widać dziś na ulicach. W rzeczywistości wtedy taka była moda i zwyczaje, zatem dla osób żyjących ówcześnie był to zwykły strój. Poza tym fotografia nie była tak popularna, jak dziś. Większość zdjęć sprzed wielu lat, które przetrwały do dziś w rodzinnych albumach powstały z jakiejś szczególnej okazji – ślub, chrzciny czy zakończenie roku szkolnego i ludzie są szczególnie starannie ubrani. Osób mniej zamożnych nie było stać na taką ilość ubrań jak mamy dzisiaj, więc często te eleganckie na pierwszy rzut oka stroje, w rzeczywistości były mocno sfatygowane, wielokrotnie naprawiane czy poplamione.  Zdjęcia robotnic w fabrykach w wyprasowanych kombinezonach i z nienagannymi  victory rolls  to zwykłe zdjęcia reklamowe lub propagandowe. Bez większego wysiłku można zobaczyć w sieci zdjęcia z ubogich wsi na Kresach czy z czasów Wielkiego Kryzysu w Stanach bądź Wielkiego głodu na Ukrainie – ostrzegam, są bardzo przygnębiające (te ostatnie, wręcz drastyczne).
Veronica Lake kontra rzeczywistość - choć przyznaję, że panie po prawej zrobiły sobie zdjęcie pewnie dwie dekady wcześniej.
 

  1. Kobiety były prawdziwymi damami.

Kobiety były zawsze eleganckie, zadbane i uśmiechnięte, spotykały się na popołudniowej herbatce, w wolnych chwilach zajmowały się robótkami ręcznymi, czekały na męża z gorącym obiadem i obowiązkowo miały krągłości (ale tylko takie w sam raz, każda przecież miała talię osy a nadwaga to dopiero zmora naszych czasów.) Krótko mówiąc drzewniej to lepiej bywało…  Wszystko się zgadza, jeśli tylko ograniczymy się do świata wykreowanego przez reklamy i hollywoodzkie filmy. 
Elegantki z lat 30 - niewiele kobiet było stać na takie stroje.
Dior - New Look.

Prawda jest jednak taka, że kobiety zawsze były po prostu sobą i nie różniły się w tym względzie od nas. Były i perfekcyjne panie domu i bałaganiary, domatorki i rządne przygód podróżniczki, szczupłe i postawne, tradycjonalistki i rewolucjonistki, bogate i biedne, wykształcone lub nie, jedne walczyły o prawa kobiet, inne broniły obowiązującego porządku.
Amelia Earhart
Bonnie Parker

Marlena Dietrich
  1. Kiedyś kobiety miały krągłości.

Miały je kiedyś, mają je i teraz. Myślę, że tu raczej chodzi o wizerunek, jaki jest promowany w mediach. Od wielu lat panuje moda na coraz szczuplejszą, niemal androgeniczną sylwetkę. Do takiego ideału dążą modelki, gwiazdy kina i zwykłe dziewczyny. Ale to wcale nie oznacza, że wcześniej nie było nacisków na kobiety, jak powinny wyglądać. Niedoścignione wzorce wyglądu były „promowane” już od starożytności. Przecież chyba nikt nie sądzi, że wszystkie greczynki w antyku miały posągowe kształty ówczesnych rzeźb, wszystkie średniowieczne damy były drobne i płaskie, a wszystkie panie w baroku miały rubensowskie kształty. Tak samo w latach 50tych nie wszystkie kobiety miały figurę Marilyn Monroe i Bettie Page.
Wysportowana antyczna figura kontra barokowe rozpasanie.
Camille Clifford i Audrey Hepburn -obie mają krągłości, choć zdecydowanie nie wyglądają identycznie.

  1. Pin up – czerwona szminka i muffinki.

Tak naprawdę ten punkt mogłabym nazwać: pin up, czerwona szminka, victory rolls, rozkloszowana spódnica, styl marynarski, muffinki i inne. Wszystkie wymienione przeze mnie rzeczy tworzą swoisty zlepek, który często jest uznawany za kanon stylu retro. Kanon, który nie został zaczerpnięty ze źródeł z konkretnej dekady a raczej jest wynikową współczesnych interpretacji oraz wyobrażeń o tym, jak dawniej kobiety ubierały się, malowały i czesały. Owszem, wszystko co wymieniłam istniało i było popularne w przeszłości, jednak nie jedynie to i nie wszystko w jednym czasie.

Jak już pisałam wcześniej styl pin up jest nawiązaniem do wizerunków kobiet przedstawianych na zdjęciach i rysunkach – nie ma tutaj konkretnego wzorca, który opisywałby jak on wygląda. Czerwona szminka jest niezwykle seksowna, ale to wcale nie oznacza, że w przeszłości nie było innych kolorów pomadek – owszem były. Victory Rolls były bardzo popularne w latach 40, jest jednak zbyt krótko, żeby przenieść to na całość stylu vintage. 
Namalowany pierwowzór i współczesna słynna pin up girl - Dita.

To co współcześnie rozumiemy pod pojęciem stylu vintage nie przekłada się bezpośrednio na źródła historyczne. Może i słusznie, w końcu to nie rekonstrukcja historyczna. Poza tym, założenie, że w przeszłości wszystkie kobiety ubierały się, czesały i malowały w ten sam sposób jest zupełnie bezpodstawne. Konkludując: blada cera i czerwona szminka, z których swój znak rozpoznawczy uczyniła ikona stylu vintage – Dita von Teese, mogą ale nie muszą odpowiadać każdej miłośniczce retro.

17 stycznia 2016

The Best of the Red Carpet - Golden Globes 2016.



Mija już tydzień od ceremonii wręczenia Złotych Globów 2016, które to nagrody wedle wielu komentatorów są przymiarką do Oscarów. Zostawmy jednak filmowe emocje na boku, bo stylizacji z czerwonego dywanu z pewnością nie można nazwać tylko przymiarkami. To co najbardziej rzuca się w oczy w porównaniu z zeszłym sezonem różnych czerwonych dywanów to odejście od wałkowanej w nieskończoność naked dress. Sporo za to klasycznych sukienek. I całe szczęście. Jest kilka stylizacji, które szczególnie mi się spodobały, dlatego pozwoliłam sobie stworzyć mój krótki ranking „the best of red carpet”.


1. Lady Gaga - Atelier Versace

Nie sądziłam, że kiedykolwiek to napiszę - Lady Gaga wyglądała doskonale. Okazuje się, że nie musi szokować, żeby zrobić wrażenie. Klasyczny look inspirowany Marilyn Monroe (ukryła nawet tatuaże) - Gaga looks like a lady!


 
2. Eva Green - Elie Saab

Przepiękna, delikatna suknia w kolorze szampana skontrastowana z rockową fryzurą i kolczykami. Makijaż "robi" czerwona szminka. Prawdziwy pazur widać dopiero, kiedy Eva się odwraca.


3. Caitriona Balfe - Alexander McQueen

Przepiękna czarna tiulowa suknia - nie trzeba mi nic więcej pisać.


4. Amber Heard - Gucci

Bladoróżowa suknia inspirowana stylem starego Hollywood. Plus idealnie dobrany make up. Wygląda oszałamiająco.


5. Maggie Gyllenhaal - Marc Jacobs

Nie wszystkim spodobała się ta stylizacja, ich strata. Według mnie Maggie wygląda doskonale w sukni i fryzurze inspirowanej latami 20stymi.

 6. Rosie Huntington-Whitely - Versace

Góra sukienki jest może nieszczególnie efektowna, jednak dół jest przepiękny. Poszukajcie zdjęcia, na którym Rosie idzie - przekonacie się, że pięknie się układa.


7. Cate Blanchett - Givenchy

Chociaż frędzelkowa suknia Cate wielu komentatorom nie przypadła do gustu, ja jestem pełna zachwytu nad dystansem, jaki aktorka ma do siebie. Suknia jest urocza i zabawna, przecież nie wszystko w życiu musi być zupełnie serio.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...