Moda retro, styl vintage, piękne i klimatyczne miejsca.
Stylizacje inspirowane nostalgią za minionymi laty,
dwudziestoleciem międzywojennym i złotymi latami Hollywood.

26 maja 2016

Zagubione w czasie - kolodiony.



Nie najlepiej to świadczy o moim zaangażowaniu w blogowanie, ale ta sesja zdjęciowa odbyła się niemal równo rok temu (pisałam o niej tutaj). Dopiero teraz udało mi się zeskanować 3 szklane płytki, które dostałam od Wojtka po naszym retro spotkaniu. Niestety skaner (czy raczej marne oprogramowanie) nie do końca udźwignął ciężar zadania i między czernią i szarością uwidoczniła się pikselizacja. Mimo to, skany i tak wyglądają o niebo lepiej niż zdjęcia kolodionów, które próbowałam zrobić (ach te odbłyski i odbicia).
Uprzedzę, że nie są to wszystkie ujęcia, które zrobiliśmy podczas tej sesji. Pozostałe otrzymał Marcin, właściciel Opelka i naczelny Retropasjonat (rodzinny portret, który wtedy powstał jest z pewnością niezwykłą pamiątką w jego kolekcji artefaktów) oraz pamiątkowa szybka została u fotografa (oczywiście nie muszę pisać, że dostał najładniejsze zdjęcie). A i jeszcze jedno wisi u mnie w domu oprawione w ramkę. To pierwsze i ostatnie zdjęcie jakie sobie póki co oprawiłam (przedstawia tylko nogi, więc i tak nikt nie wie, że to ja).

Już o tym pisałam, ale mimo to powtórzę – nawet najlepsze skany nie oddają uroku kolodionów. Szybki w rzeczywistości nie są czarnobiałe ani szare. Są srebrne i oglądane pod różnym kątem sprawiają wrażenie, jakby obrazy nie były płaskie (ja mam skojarzenie z takimi rozkładanymi, ruchomymi książkami z wyciętymi ilustracjami).

Jeszcze raz dziękuję wszystkim uczestnikom za ten uroczy majowy dzień, kto wie. Może uda się go jeszcze kiedyś powtórzyć.
samochód - Ślub z Charakterem

12 maja 2016

Czy feministka może być retro?


We Can Do It! – amerykański plakat propagandowy z 1942 r.

Mam wrażenie, że sentyment do ubrań w stylu retro i pin up, przez wiele osób kojarzony jest również z poglądami w stylu retro. Ale czy słusznie? Czy kiedy zakładam rozkloszowaną sukienkę w stylu lat 50tych i pończochy, to automatycznie oznacza, że chciałabym zostać amerykańską gospodynią domową, której głównym życiowym zadaniem było dbanie o swój wygląd, sprzątanie domu i oczekiwanie na męża z ciepłym obiadem?  Dlaczego miałabym oczekiwać, że dziewczyny zajmujące się rekonstrukcją strojów z międzywojnia w życiu codziennym też będą zachowywać się jak ówczesne kobiety? Świat przecież zmienił się diametralnie od tamtych czasów, globalizacja, nowoczesne technologie - nie da się udawać, że pozostało to bez wpływu na stosunki społeczne. Poza tym, kiedy oglądamy choćby rekonstrukcje średniowieczne, nie zakładamy, że rekonstruktorzy na co dzień przestrzegają zasad kodeksu rycerskiego :) 
Ale wracając do pytania zadanego w tytule, czy feministka może być retro? Czy zamiłowanie do strojów i stylu kojarzonego z czasami, kiedy królował patriarchat i konserwatywne wartości (na które wielu lubi powoływać się i teraz) da się pogodzić z feminizmem? Otóż jak najbardziej, a wiele osób jest przekonanych, że współczesna moda pin-up jest wręcz stworzona dla feministek. 
Pracujące dziewczyny - Marlena i Melanie.

Styl retro/pin up zdecydowanie stawia na podkreślenie kobiecości. Tu nie ma miejsca na oversize, czy męskie garnitury. Ale czy to źle? Kiedy niemal 100 lat temu Marlena Dietrich torowała sobie drogę do sławy, udowadniała przy okazji, że może nosić garnitur i spodnie niczym mężczyźni. Od tego czasu przez wiele lat sukces i kariera kojarzone były z męską ścieżką, a bizneswoman z lat 80tych i 90tych konkurowały z mężczyznami o stanowiska w spodniumach, udowadniając jednocześnie, że są równie twarde co oni.   
I właśnie podkreślenie kobiecości w stylu retro może mieć wydźwięk feministyczny. Dziś już wiemy, że nie musimy powielać męskich wzorców (również w modzie), żeby "zasłużyć" na szacunek w pracy. Kobieca, nie oznacza słaba. Przecież te perfekcyjne gospodynie z lat 50tych były równie silne, co ich mężowie (a ich praca nigdy się nie kończyła). Tylko nie miały możliwości, aby realizować się poza domem. Styl retro podkreślając kobiecość przypomina, że to kobiety są silne i zawsze takie były.
Czy feministka może być retro i do tego sexy?
To prawda, że styl pin up wywodzi się ze zdjęć i plakatów produkowanych ku pokrzepieniu amerykańskich żołnierzy na frontach całego świata, jednak współcześnie kobiety nie mają już obowiązku podobać się mężczyznom ;) I tak obecne pin-upki ubierają się po prostu dla siebie, w stylu, który lubią. A trzeba przyznać, że styl retro i pin-up schlebia kobiecym kształtom, mam tu na myśli wszystkim kobiecym kształtom. Dziewczyny każdego wzrostu, kształtu i koloru znajdą tu coś dla siebie - zarówno te krąglejsze, jak i chłopczyce. Przecież styl retro to zarówno flapperki, pin-upki jak i hippiski, można by naprawdę długo wymieniać. Co istotne, styl retro jest otwarty na wszelkie inności i alternatywy, mile widziane są tatuaże, piercing, wszelkie szalone fryzury i kolory włosów. No i nie ma limitu wieku - w przeciwieństwie do współczesnej mody, która mam wrażenie kierowana jest głównie do młodych i szczupłych, a później pozostają już tylko nudne garsonki, bądź nieforemne swetry (może się mylę, poprawcie mnie).
Nie taka perfekcyjna żona ze Stepford vs "wytatuowana" pin-upka.

2 kwietnia 2016

Pocztówka z Paryża.



Przedostatni weekend marca spędziłam w mieście zakochanych – Paryżu. Dlaczego stolica Francji miałaby przyciągać akurat zakochanych, nie wiem (choć faktycznie par robiących sobie selfie wieżą Eiffla było sporo), wiem natomiast co mnie skłoniło do podróży. Motywacją do wyjazdu okazały się występy samej Dity von Teese. Kiedy jesienią zeszłego roku przez media społecznościowe lotem błyskawicy przemknęła informacja, że Dita planuje serię pokazów w paryskim Crazy Horse, nawet mi się nie śniło, że ja również zasiądę na widowni tego legendarnego kabaretu. Los jednak się nade mną zlitował, okazało się, że do Paryża wybierają się Vintage Girl i Rockagirl, takiej okazji nie mogłam przepuścić.

Była to moja pierwsza wizyta w mieście świateł i mam nadzieję, że nie ostatnia. Paryż okazał się dokładnie taki jak go sobie wyobrażałam. Piękne miasto z przestronnymi bulwarami, majestatycznymi budynkami i uroczymi zakątkami, pełne gwaru w różnych językach. I co ważne dla turystki, wspaniale skomunikowane. Dojazd metrem bądź kolejką RER w dowolne miejsce w obrębie centrum zajmował dosłownie kilka, kilkanaście minut. A biorąc pod uwagę, że jednorazowy bilet do metra (1,4 Euro) pozwala na dowolną liczbę przesiadek (w metrze i RER), to można spokojnie przyjąć, że kosztuje mniej niż bilet tramwajowy w Łodzi. 
Cmentarz Père-Lachaise
Cmentarny rezydent - ten koleżka z daleka wyczuł miłośniczki kotów :)

Niestety zaledwie trzydniowy wyjazd okazał się stanowczo zbyt krótki, aby zobaczyć wszystkie najciekawsze i najbardziej znane miejsca (bo zobaczenie wszystkich jest chyba niemożliwe), mimo to udało nam się zobaczyć całkiem sporo: Katedra Notre-Dame, Luwr, Łuk Triumfalny, cmentarz Père-Lachaise (choć na zwiedzanie Luwru nie starczyło już nam czasu). Ale najbardziej urzekła mnie po prostu atmosfera tego miasta, wieczorne spacery (mała dygresja, w centrum późnym wieczorem czułyśmy się bardzo bezpiecznie, czego nie mogę powiedzieć o swoim mieście) i podziwianie oświetlonej panoramy Paryża. I przyznaję się – zakochałam się w Wieży Eiffla. Wieczorna iluminacja wygląda wprost niesamowicie.
Nie zawsze było całkiem poważnie :)
Nastrój najwyraźniej udzielił się również Vintage Girl.

Wisienką na torcie był wieczór spędzony w Crazy Horse i zobaczenie na żywo Dity von Teese. Po obfitującym w atrakcje dniu (szybka sesja zdjęciowa z Rockagirl na tle wieży i spacer po uliczkach Montmartre) wybrałyśmy się do kabaretu. Ponieważ miałam już okazję obejrzeć występ dziewczyn z Crazy Horse podczas ich europejskiego tournée, ich show nie był dla mnie zaskoczeniem. Urok nowości sprawił, że poprzednim razem pokaz zrobił na mnie większe wrażenie. Jednak sama atmosfera kabaretu, doskonałe towarzystwo oraz występy Dity sprawiły, że nie żałowałam nawet 1 euro wydanego na bilet. Nie będę się rozpisywać na temat występów von Teese (miało to już miejsce na innych blogach), od siebie napiszę tylko, że była niekwestionowaną gwiazdą wieczoru, która przyćmiła na scenie inne tancerki. Mnie po występach pozostał niedosyt. Pokazała cztery numery. Były przepiękne ale chciałabym z pewnością zobaczyć więcej, szczególnie, że niektóre były zmodyfikowanymi pozycjami z regularnego show Crazy Horse.

Z Mają Rockagirl przy Moulin Rouge - ubrane niemal jak na zimę.
Zaułki Montmartre
 
Przed pokazem.
Uczciwie przyznaję - fryzura i makijaż to dzieło Rockagirl.
Nigdy nie jest tak, że wszystko udaje się idealnie. Nam też przytrafiły się większe i mniejsze rozczarowania i problemy. Awaria „naszej” linii metra akurat gdy nam się najbardziej spieszyło, bliskie spotkanie z paryskim kieszonkowcem, zamknięty wjazd na Wieżę Eiffla dosłownie na chwilę przed przyjściem czy spotkanie z artystką, które okazało się niewypałem organizacyjnym. No i nerwowy powrót do domu, wylatywałyśmy z Paryża akurat w dniu ataków w Brukseli. No i chyba oglądając zdjęcia nie można nie zauważyć, że było zimno! Nie tak wyobrażacie sobie wiosnę w Paryżu.
Widok z okna naszego mieszkanka vs wieczorny spacer.

Ale wszystkie drobne przeciwności z czasem zamienią się w anegdoty, które będziemy wspominać z rozbawieniem a ja zamierzam jeszcze odwiedzić Paryż na dłużej (już niedługo mają nawet pojawić się loty do Paryża z łódzkiego lotniska, czyżby dobra wróżba?). Chciałabym mieć jeszcze czas na odwiedzenie choć kilku z licznych muzeów i galerii. Kiedy to się uda, nie wiem. Na razie przeglądam zdjęcia z wyjazdu i wspominam miłe chwile. Dziewczyny, dziękuję, że mnie zabrałyście ze sobą - jesteście idealnymi współpodróżniczkami :)
Pamiątki :)
 

29 marca 2016

Psychobilly dla początkujących.



Weź swój strój w stylu rockabilly, zmiksuj go z elementami zaczerpniętymi z amerykańskich horrorów klasy B oraz odrobiną pin up’owej perwersji à la Bettie Page, poczekaj aż nieco przestygnie i na koniec dopraw odrobiną punkowego szaleństwa – voilà jesteś psycho.

 
 fot. Jabuszko
„Keep on talkin' you medication
Lock that temper behind those pills
Your brain is flyin', insanely fryin'
Just remember it's a bad to kill
I go with a psycho
I go with a psycho”

("Psycho" Imelda May)

Psychobilly jest gatunkiem muzyki rockowej, który łączy elementy punk rocka, rock and rolla, rockabilly i rhythm and bluesa. W warstwie tekstowej charakterystyczne są odniesienia do science fiction, horrorów czy mrocznej strony seksualności. Nurt psychobilly zyskał popularność w Europie na początku lat 80tych, pozostał niemal nieznany w Stanach Zjednoczonych do lat 90tych.

Styl miłośników psychobilly (nazywanych „psycho”) to mieszanka rockabilly lat 50tych, punka z lat 70tych i kiczowatych elementów amerykańskiej popkultury zaczerpniętych z kina klasy B. Panowie noszą np. długie płaszcze albo skórzane kurtki bądź kamizelki, t-shirty z logo zespołów, spodnie bojówki i Martensy oraz bardzo charakterystyczną fryzurę z podgolonymi bokami i wysokim płaskim czubem (nie mylić z punkowym irokezem).
Sukienki z pinupgirlclothing.com - idealny wybór dla fanki psychobilly.
Iron Fist - buty, torebki i inne akcesoria tej firmy z pewnością przypadną wam do gustu.

Panie (czyli „Betties”) noszą się w stylu mrocznej królowej pin up Bettie Page, popularne są czarne długie włosy z charakterystyczną krótką, zawiniętą grzywką. Modna jest ultra kobieca sylwetka. Dziewczyny preferują obcisłe legginsy, minispódniczki i inne mocno podkreślające kobiece kształty ubrania, dominują agresywne wzory (zwierzęce np. panterka), przewijają się ponure motywy takie jak nietoperze, czaszki, nagrobki. Jeśli Bettie inspiruje się czyimś wizerunkiem, to nie będzie to zdjęcie z okładki Vogue’a a rysunek na okładce taniego kieszonkowego horroru z lat 60tych.

Na osobną wzmiankę zasługują tatuaże, które stanowią nieodłączny element subkultury psychobilly. Ich tematyka nawiązuje do stylu vintage, często są to wizerunki pin up girls, klasyczne motywy czaszki czy mroczne rysunki rodem z horrorów.


na zdjęciach: sweter, spodnie - Collectif, spinka - Wyczarovane.pl

16 marca 2016

Wiosna-lato w stylu retro.



Choć do nas wiosna jeszcze nawet na dobre nie dotarła a na paryskich wybiegach panował już kolejny sezon jesienno-zimowy, to witryny sklepowe i internetowe opanowane są przez nowe wiosenno-letnie kolekcje. Nie inaczej ma się sprawa ze sklepami z odzieżą w stylu retro. I choć teoretycznie miłośniczki stylu retro nie powinny mieć dylematu, czy zawartość ich szafy wpisze się w tegoroczne trendy, bo przecież z założenia inspiruje nas moda sprzed kilku dekad, to zawsze miło jest wypatrzyć jakiś nowy fajny ciuszek z fajnej nowej kolekcji retro (jakkolwiek to brzmi).
Na co zatem stawiają sklepy retro w nowym sezonie? Oczywiście trudno tu o jakieś zaskoczenie. Dominują klasyczne fasony, rozkloszowane i ołówkowe spódnice, spodnie cygaretki i długość za kolano. Ubrania są często w jasnych i pastelowych kolorach oraz z motywami kwiatowymi dużo też nawiązań do nieśmiertelnego stylu marynarskiego - biel, granat i czerwień to letnie hity. Pewną nowością są letnie sukienki w stylu lat 60tych marki Collectif, która wprowadziła ten styl do swojej oferty bodajże w zeszłym roku na jesieni (podobno zaczyna/ma zacząć się moda na lata 60te. I teraz, czy lata 50te będą podwójnie passe?).
Poniżej mój subiektywny przegląd najciekawszych propozycji kilku popularnych retro marek odzieżowych. Oczywiście nie chodzi o to, żeby  wszystkie te ubrania kupować. Mogą jednak stanowić inspirację do komponowania własnych zestawów, bądź sprowokować do wycieczki do krawcowej.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...