Moda retro, styl vintage, piękne i klimatyczne miejsca.
Stylizacje inspirowane nostalgią za minionymi laty,
dwudziestoleciem międzywojennym i złotymi latami Hollywood.

23 maja 2015

To był maj...



Niedawno wspominałam o majówkowej wycieczce do Arboretum w Rogowie. Teraz nadszedł czas, abym mogła pokazać zdjęcia ze spaceru wśród kwitnących magnolii. W długi majowy weekend Arboretum corocznie przeżywa prawdziwe oblężenie. I nie ma w tym nic dziwnego, jest tam naprawdę pięknie. A ładna pogoda i rozległy teren sprzyjają spacerom.
 
Na wszelki wypadek wraz Ernestem (którego zdjęcia pojawiły się już na blogu przy okazji wizyty u Scheiblera) wybraliśmy się do Rogowa rano, dzięki czemu uniknęliśmy kolejek przy wejściu i tłoku na uroczych leśnych alejkach. W Arboretum spędziliśmy niemal trzy godziny, szkoda, że nie mieliśmy krokomierza, bo przemierzyliśmy też niezły dystans.
Arboretum Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego to jeden z największych tego typu ogrodów w Polsce. Położony jest w dawnym siedlisku leśnym i ma charakter parku leśnego. Na jego obszarze znajdują się jedne z najbogatszych i najciekawszych kolekcji drzew i krzewów Europy Środkowo-Wschodniej. Całości dopełniają leśne powierzchnie doświadczalne z obcymi gatunkami drzew leśnych i alpinarium.
 
Na plenerowy wypad założyłam marynarkę z baskinką Collectif Clothing i dwustronną czarno-fioletową spódnicę kupioną na Allegro (wspomniane tutaj). Makijaż i paznokcie są (jak na mnie) wyjątkowo wiosenne, zwykle unikam takiej ilości różu, ale tym razem wygrały barwy magnolii. Nawet pas do pończoch ozdabiają kwiaty ;)
 Więcej zdjęć Ernesta znajdziecie też na jego blogu: My life... In photography...


17 maja 2015

Południe w zoo, wieczór w muzeum.



A noc w domu...
Spódnica santa muerte - krawcowa, koszulka - motokoszulki.pl, kurtka - Cropp, baleriny - CCC.
Ale po kolei. Zauważyłam, że najbardziej intensywnie odczuwam weekend, jeśli porządnie się zmęczę, nachodzę, jednym słowem - wyrwę z domu. Dlatego zachęcona ładną pogodą w sobotnie przedpołudnie wybrałam się do zoo. Nie będę tu czarować, że łódzki ogród zoologiczny jest jakoś szczególnie wyjątkowy. Jednak ostatnio widać pewną poprawę infrastruktury i starania, aby pozyskać ciekawe zwierzaki. Mam też pewien sentyment z dzieciństwa, jak pewnie każdy łodzianin. Jednym słowem, jest to miłe miejsce na przedpołudniowy spacer (również dlatego, że wtedy nie ma jeszcze tłumów).
Gdzie jest Nemo?
Jedna z kóz w mini zoo zasmakowała w mojej spódnicy :) Mam nadzieję, że jej nie zaszkodzi...
Słonica Matylda jest już bardzo wiekowa, pamięta ją moja mama z lat młodzieńczych. No i znalazł się Król Julian.
Taki dandys przechadzał się po alejkach.
Natomiast wieczór postanowiłam spędzić w muzeum. Dlaczego nie noc, o tym za chwilę. Podobnie jak podczas zeszłorocznej Nocy Muzeów postanowiłam odwiedzić miejsce związane z łódzkim przemysłem filmowym. Rok temu odwiedziłam wspólnie z Vintage Girl Muzeum Kinematografii, w tym roku wybrałam się do Muzeum Animacji Se-ma-for. Polecam je każdemu, niezależnie od wieku.
Tak wygląda wnętrze animowanej lalki.
Bohaterowie mojego dzieciństwa :)

Ręka jest w kadrze specjalnie. Chciałam pokazać skalę. To niesamowite, jak dopracowane są te scenografie!
 
Później wybrałam się do Muzeum Włókiennictwa. W końcu Noc Muzeów bez Retro Pasjonatów, to noc stracona ;)
Ale Muzeum Włókiennictwa to nie tylko skansen i stare maszyny. To także nowoczesne multimedialne i interaktywne wystawy:
A później... Do domu, przed telewizor. Organizatorzy Nocy Muzeów zachęcali aby nie spać, tylko zwiedzać. Kusili kolejnymi rekordami - liczby otwartych obiektów, frekwencji, itp. Dla mnie niestety to wydarzenie straciło już swój pierwotny urok. Jeszcze kilka lat temu można było wieczorową porą, w spokoju zajrzeć w miejsca zwykle niedostępne po zachodzie słońca. Zamknięte muzea i teatry otacza mgiełka tajemnicy, zawsze myślę, że toczy się tam jakieś inne, zaklęte życie. Kto nie czuł nigdy dreszczyku ciekawości, mijając w nocy wielkie, opustoszałe gmaszyska, ten nie wie, o czym piszę.
Niestety obecnie Noc Muzeów to tłumy ludzi. Ja wiem i rozumiem, że to fajnie, że wyjście do muzeum staje się modne. Że takie instytucje muszą konkurować z multipleksami, galeriami handlowymi i mnóstwem innych jaskini rozrywek. Jednak nie potrafię zrozumieć ludzi, którzy ustawiają się w kilkugodzinnej kolejce, żeby zobaczyć muzeum, które za drobną opłatą można zobaczyć codziennie (w wielu muzeach dla młodzieży są bilety za 1 zł! czy młodzież o tym wie?) w ciszy i spokoju. O godzinie 19.00 mijałam kolejkę do Pałacu Herbsta, która ciągnęła się niemal przez całą długość budynku - jakoś nie wierzę, że w jakikolwiek sposób przełoży się to na liczbę odwiedzających przez resztę roku. Wiem, że napiszę rzecz niepopularną, ale niektóre rzeczy powinny pozostać niszowe, aby nie stracić swego uroku. Nie chodzi mi o żadną ekskluzywność, czy snobizm - po prostu nie wszystko musi być dla mas. Z resztą nigdy nie pociągał mnie owczy pęd. 

11 maja 2015

Wehikuł czasu - mokry kolodion.



Marzenia, również te fotograficzne, czasem się spełniają. Po zeszłorocznej przygodzie z aparatem wielkoformatowym, tym razem miałam niebywałą przyjemność pozować do zdjęć w technice tzw. mokrego kolodionu. Ponieważ w przeciwieństwie do Wojtka, fotografa i gawędziarza zafascynowanego tą techniką, nie mam daru przekazywania wiedzy i opowiadania, będę się nieco posiłkować skarbnicą wiedzy internetowej - Wiki.

Aparat w wersji do transportu.
Wojtek i jego laboratorium chemiczne.
Proces kolodionowy (zw. także mokrym kolodionem lub mokrą płytą) jest techniką fotograficzną polegająca na naświetleniu w aparacie fotograficznym szklanej płyty pokrytej warstwą kolodionu zawierającego substancję światłoczułą (jodek srebra), w wyniku czego powstawał na niej negatywowy obraz. Technika ta była stosowana na szeroką skalę od lat 50. do początku 80. XIX w. Oprócz jej zalet – czyli wysokiej czułości, możliwości odzwierciedlenia najdrobniejszych detali i niższym niż w przypadku dagerotypii kosztom – na jej rozpowszechnienie wpłynął również fakt, że Frederick Scott Archer (uznawany za wynalazcę tej techniki) nie opatentował swojego wynalazku. Niestety proces kolodionowy jest też nieco kłopotliwy, gdyż szklana klisza musi być pokryta kolodionem tuż przed naświetleniem, a następnie wywołana niezwłocznie, zanim on zastygnie (stąd nazwa – „mokra płyta”). Jest to skomplikowane, zwłaszcza poza atelier, gdyż fotograf jest zmuszony zabierać w plener ciemnię wraz z wszystkimi niezbędnymi substancjami i sprzętami.

Ekwipunek ;)
Laboratorium chemiczne, ciąg dalszy.

Fotograf przy pracy, w tle "przenośna" ciemnia.
Najpierw szklaną płytę należy przyciąć do rozmiaru gotowej odbitki, następnie trzeba ją oczyścić. Tuż przed wykonaniem zdjęcia pokrywa się płytkę warstwą wcześniej przygotowanego kolodionu, ponieważ jest to dość trudne, często warstwa kolodionu jest nierówna, szczególnie na brzegach, co nadaje zdjęciom charakterystyczny wygląd. Następnie płytę uczula się w kąpieli z azotanu srebra, po czym jeszcze mokrą (stąd nazwa) przenosi w zamkniętej kasecie do aparatu fotograficznego. Po trwającym kilka sekund naświetlaniu trzeba płytę wywołać i utrwalić. 
Tak dzieje się magia...
I oto gotowy negatyw, który na ciemnym tle zmienia się w normalne zdjęcie.

I te kilka sekund naświetlania okazują się kluczowe dla modela. Okazuje się, że zastygnięcie w bezruchu nawet na 4 sekundy jest niesamowicie trudne. Najdrobniejszy ruch skutkuje nieostrym zdjęciem, dlatego bardzo przydatne okazują się wszelkie stojaki i podpórki. Właśnie dlatego ludzie na starych zdjęciach są tak nienaturalnie wyprostowani i w ogóle się nie uśmiechają. Kolejnym ciekawym aspektem okazał się dobór odpowiedniej stylizacji i makijażu. Dopiero rozmowa z fotografem uświadomiła mi, że kolodion inaczej reaguje na światło i barwy, niż zwykła klisza fotograficzna. Dlatego musiałam zupełnie zmienić koncepcję ubioru - moje ukochane czernie dałyby na zdjęciach czarną plamę.
A oto efekt naszej współpracy. To co prezentuję na blogu to zdjęcie zdjęcia (oryginał znajduje się na szklanej płytce).
Ciekawostka - paznokcie miałam ciemnofioletowe, na zdjęciu są zupełnie jasne.
 
 
stylizacja, mua - ja
PS. Na 9 zdjęć, 5 okazało się udanych - podobno to świetny wynik.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...