Moda retro, styl vintage, piękne i klimatyczne miejsca.
Stylizacje inspirowane nostalgią za minionymi laty,
dwudziestoleciem międzywojennym i złotymi latami Hollywood.

20 lipca 2014

Retro Sunglasses.

Podobno pierwsze okulary przeciwsłoneczne wynaleziono około XII wieku w Chinach. Pierwsze w miarę współczesne okulary przeciwsłoneczne wprowadził w XVIII wieku niejaki James Ayscough, angielski optyk i wynalazca. Ale oczywiście w tym poście nie chodzi o ich niewątpliwy aspekt zdrowotny, ale o wygląd. 
Marlena Dietrich, lata 30 i typowe dla tej dekady okrągłe okulary.
Ava Gardner, nieco później i kształt oprawek zmienia się zupełnie.
Okulary przeciwsłoneczne są idealnym dodatkiem do każdego letniego (i nie tylko) stroju. Poza tym można się za nimi zwyczajnie schować. Niewyspana? Nieumalowana? Odpowiednie okulary sprawią, że każda dziewczyna może wyglądać jak gwiazda filmowa (tym bardziej, że one noszą je z tych samych powodów).
 
MM.
Audrey Hepburn w Śniadaniu u Tiffanego.

Jackie Kennedy Onassis - prawdziwa trendsetterka.
Przez dekady zmieniała się moda i zmieniały się kształty oprawek. Kto nie kojarzy kocich oprawek z lat 50, okularów oversize Jackie Kennedy, czy wreszcie słynnych lenonek? Dzisiejsza moda na retro sprawia, że z łatwością możemy kupić ciekawe wzory okularów w przystępnej cenie. I bawić się wizerunkiem :) Tylko spójrzcie, tak prezentowałam się zimą:
Tak wiosną:
 
A tak wyglądam latem :)
 
Okulary (od góry): Max Mara, I am, Angela Jewellery.

18 lipca 2014

Memento mori – fotografia pośmiertna.

Fotografia post mortem jest właściwie tak stara jak sama sztuka fotograficzna. Współcześnie trudno być może zrozumieć, dlaczego ludzie pragnęli uwiecznić na zdjęciu swoich bliskich tuż po ich śmierci. Dlaczego nie zrobili tego za ich życia? Czy kierowała nimi jakaś makabryczna potrzeba obcowania z umarłymi? Jak w przypadku wielu innych zwyczajów z przeszłości, aby zrozumieć fotografię post mortem, trzeba poznać czasy i zwyczaje tamtego okresu.
Na początku XIX wieku narodziła się dagerotypia, matka fotografii. W wyniku tego procesu fotograficznego na metalowej płytce otrzymywany był obraz, zwany dagerotypem. Dagerotyp, choć nie pozwalał na powielanie, nadal był dużo tańszy i szybszy niż zamówienie portretu u malarza portrecisty, dzięki czemu fotografia stała się dostępna dla niemal wszystkich warstw społecznych. Prawie równocześnie z powstaniem fotografii nadeszła epoka wiktoriańska, wraz z jej specyficznym podejściem do śmierci. Memento mori – pamiętaj o śmierci, bo śmierć jest zwykłą częścią życia i może przydarzyć się w każdej, najbardziej niespodziewanej chwili. W tamtym okresie rozwój cywilizacyjny, połączony ze słabo rozwiniętą medycyną i brakiem higieny, skutkował min. bardzo wysoką śmiertelnością wśród niemowląt i małych dzieci. Śmierć przychodziła często i nagle, zwykła gorączka u małego dziecka, mogła się skończyć tragicznie. Czasami zrozpaczonym rodzinom w przeciągu kilku dni nagle umierało kilkoro dzieci, a nie posiadali oni po nich nawet jednej pamiątki. Wtedy decydowano się na wykonanie tego typu zdjęć, aby zachować na zawsze choć małą cząstkę pamięci o swoich bliskich.
Pierwsze fotografie pośmiertne były zwykle portretami, bądź zdjęciami całej postaci zmarłego, które miały sprawiać wrażenie, że sportretowana osoba żyje tylko jest pogrążona we śnie. Z czasem zaczęto zdjęcia aranżować tak, aby zmarły wyglądał na osobę żywą. Oczy pozostawały otwarte, bądź były domalowywane na zdjęciu. Wraz z ciałem pozowały osoby żywe, matki trzymały zmarłe niemowlęta na ręku, starsze dzieci i dorośli byli sadzani na specjalnych krzesłach ze stelażem, które utrzymywały ciała w pionie. Na zdjęciu zbierały się całe rodziny, dzieci „trzymały” w rękach swoje ulubione zabawki, twarze malowano, tak aby pozbyć się nienaturalnej bladości. Często na zdjęciach trudno zobaczyć, kto właściwie był tam sportretowany po śmierci, a kto za życia. Właściwie, oglądając takie zdjęcie wyrwane z kontekstu, można się nawet nie domyślać, że oglądamy zdjęcia zwłok (radzę abyście przyjrzeli się uważniej starym rodzinnym albumom, jeśli takie posiadacie).
Choć, jak już wspominałam, zwyczaj ten obecnie wydaje się nieco makabryczny, to zdjęcia te nie powstawały ze spaczonych pobudek, wręcz przeciwnie. Były sposobem na poradzenie sobie z żałobą i upamiętnieniem oraz wyrazem szacunku dla zmarłych bliskich. Osób, które za życia nie mogły sobie pozwolić, bądź nie zdążyły zrobić sobie zdjęcia (w przypadku dzieci, trudno o zdjęcie za życia, bo długi czas naświetlania wymagał długiego bezruchu), po śmierci zasługiwały na ten ostatni gest ze strony swoich bliskich.
Wraz z upływem czasu, coraz częściej na zdjęciach pojawiali się zmarli w trumnie ozdobionej kwiatami, oczywiście w otoczeniu rodziny. Odchodzono zatem od „ożywienia” i upiększenia zmarłego, na rzecz realistycznej pamiątki z pogrzebu. Taki rodzaj fotografii kontynuowano również w XX w. I tak na zniszczonych, czarno białych fotografiach widzimy trumnę wraz z całą rodziną i znajomymi. Nierzadko na wsi, gdzie fotograf bywał z rzadka a fotografia była luksusem, widzimy całą wieś w odświętnych strojach skupioną wokół podestu z trumną. Ja sama, w rodzinnym archiwum mojej babci, widziałam takie pamiątkowe zdjęcie z pogrzebu mojej prababki – trumna, przy niej cała rodzina...
Zresztą zdjęcia pośmiertne w trumnie są nadal robione na całym świecie, choć dziś mają wartość raczej reporterską niż pamiątkową, to są kontynuacją wiktoriańskiej tradycji – czy tego chcemy, czy nie.
Jest jeszcze inna forma fotografii post mortem, która również jest popularna do dziś. Są to mianowicie zdjęcia prasowe oraz policyjne, głównie z miejsca zbrodni. O ile zdjęcia policyjne służą dokumentacji miejsca zbrodni i późniejszemu postępowaniu dowodowemu i ich charakter nie zmienił się od dekad, to zdjęcia prasowe goniły za sensacją i współcześnie bylibyśmy zszokowani jak krwawe były zdjęcia prasowe sprzed lat.
Pamiętacie może fotografa z filmu „Droga do zatracenia”? Postać grana przez Juda Law jest zawsze pierwsza na miejscu zbrodni i ma najlepsze zdjęcia... Cóż, fotograf sam jest zabójcą na zlecenie, nie waha się też dobić jeszcze żywej ofiary, tak aby móc zarobić na sprzedaży zdjęć. Nie wiem, na ile prawdziwa może to być postać, jednak prawdą jest, że pod koniec XIX i w pierwszej połowie XX wieku paparazzi byli często na miejscu zbrodni przed policją. I nie ma w tym żadnej tajemnicy, po prostu prasa, w przeciwieństwie do policji sowicie płaciła za informacje od naocznych świadków. Na pierwszych stronach gazet, również w Polsce, można było zobaczyć „jeszcze ciepłe”, podziurawione kulami ciała. Nie wierzycie? Poszukajcie w sieci zdjęć z masakry w dniu Św. Walentego, z zatrzymania Bonnie i Clyda albo ze sprawy Czarnej Dali. Krew się leje niczym w horrorze typu gore. Dziś po tak drastyczny przekaz nie sięgają nawet najgorsze brukowce, choć pewnie by chciały...
Tekst pierwotnie opublikowany w Mega*Zine Lost & Found
Wahałam się czy zamieścić ten tekst na blogu. Do publikacji skłoniło mnie to, że już kilkukrotnie na rożnych blogach vintage widziałam archiwalne zdjęcia śpiących dzieci, które wcale nie spały... I mam wrażenie, że autorzy tych blogów, nie do końca zdawali sobie z tego sprawę.
Nie zamieszczam dziś zdjęć, jeśli ktoś jest zainteresowany bardzo łatwo je znaleźć. Wujek Google pomoże.

3 lipca 2014

Summer chic.

Stworzenie letniego stroju w stylu retro i pin-up nie jest wcale trudne, ani drogie. Co więcej nie potrzeba do tego przepastnej szafy pełnej sukienek w grochy, czy pastelowych, zwiewnych strojów. Wystarczy kilka ciekawych akcentów, kilka dodatków, które dodadzą retro smaczku nawet zwykłym jeansom i t-shirtowi.

1. Hawajskie kwiaty.
Bodies in the sand,
tropical drink melting in your hand.
Styl hawajski kojarzy się letnio, wakacyjnie i kolorowo. Nie trzeba się od razu porywać na cały strój z takim wzorem, ale kwiaty orchidei we włosach dodadzą kolorytu każdej, nawet najprostszej sukience.
Sukienka Hell Bunny - Allegro.
Ozdoba do włosów - Cherry Bonbons Atelier
Sztuczne orchidee - Allegro

2. Marynarskie paski.
Styl marynarski sprawdzi się nad Bałtykiem, w St. Tropez, na żaglach i nawet w biurze ;) Połączenie granatu, czerwieni i bieli jest odpowiednie niemal na każdą okazję i wygląda niezwykle szykownie.
Torebka w paski - Allegro
Kostium kąpielowy - Change Lingerie
Okulary - Angela Jewellery


3. Wieczorny szyk.
Wystarczy klasyczna mała czarna, ale odpowiednie dodatki sprawią, że tak ubrana osobo będzie błyszczeć w ostatnich promieniach zachodzącego słońca...
Torebka z biglem - Allegro
Sandały - CCC
Pas - Kiss Me Deadly

27 czerwca 2014

Kostium kąpielowy w stylu retro

Na początku czerwca zaatakowały nas prawdziwe letnie upały. W taką pogodę, kto tylko może łapie ręcznik, zakłada kostium i pędzi nad wodę. No i właśnie docieramy do tematu odpowiedniego kostiumu kąpielowego. Jak co roku spędziłam sporo czasu wertując ofertę sklepów i producentów bielizny w poszukiwaniu idealnego kostiumu. A na ów ideał składają się dwa założenia: krój kostiumu musi nawiązywać do stylu retro oraz góra musi być dostępna w szerokiej rozmiarówce. A o jedno i drugie wcale nie tak łatwo. Zatem, jeśli nie jesteście miłośniczkami miniaturowych trójkącików przymocowanych nicią dentystyczną, zapraszam do obejrzenia kostiumów, które udało mi się wyszperać w sieci i są (bądź były całkiem niedawno) dostępne w polskich sklepach stacjonarnych i internetowych.
Panache Lucille
Panache Monroe
Panache Page

Panache Britt góra
Panache Britt jednoczęściowy
Panache Britt tył
Freya Fever
Dalia Roma

Dalia Roma jednoczęściowy
Change Havana

Change Miami
Osobom, które jak ja wybierają kostiumy dwuczęściowe podpowiem, że wcale nie trzeba kupować góry i dołu kostiumu od tego samego modelu. Można w ten sposób stworzyć własny, ciekawy zestaw, który niejednokrotnie wychodzi taniej (przyznaję, że zdarza mi się kompletować markową górę, z tanim dołem). Zobaczcie tylko, co można znaleźć na Allegro za bardzo niską cenę - dzięki czemu opłaca się kupić komplet dla samego dołu.
 

 

23 czerwca 2014

Polka dots na spacer.

Chyba żaden inny deseń nie kojarzy się tak letnio i dziewczęco, jak groszki. Groszki nieodzownie nasuwają również myśl o stylu pin up.
Historia tego wzoru sięga najprawdopodobniej połowy XIX wieku, wtedy groszki pojawiły się na Wyspach Brytyjskich. Swoją anielską nazwę „polka dots” zawdzięczają popularnemu tańcowi – polce, choć właściwie nie do końca wiadomo dlaczego. Groszki pojawiały się w modzie lat 30 i 40 tych. Jednak ten kobiecy deseń największą popularność zdobył w latach 50-tych. Ponieważ groszki od zawsze kojarzyły się z latem, były i są nadal popularnym deseniem na kostiumach kąpielowych – ten najbardziej znany zaprezentowała w latach 50 tych Marylin Monroe, a w latach 60 tych pojawił się znany po dziś dzień przebój „Itsy Bitsy Teenie Weenie Yellow Polka Dot Bikini”.

Na zdjęciach (wybaczcie jakość, zdjęcia ze spaceru – robione kartoflem…) prezentuję moją wersję niezobowiązującego stroju, idealnego na letni spacer, garden party, czy po prostu kawę z koleżanką. Wygodnie i bez długiego szykowania przed lustrem :)
Sukienka - Pretty Girl,
Okulary - I am,
Sandały - nn.

19 czerwca 2014

Who’s Gonna Drive Me Home?

Niedawno miałam przyjemność użyczyć swojego wizerunku do pewnego projektu dyplomowego. Krótko mówiąc pewnej majowej niedzieli pozowałam do zdjęcia, które wejdzie do cyklu zdjęć inspirowanych policyjnymi zdjęciami z dawnych lat. Przy okazji tej sesji, w ramach „zapłaty” za pozowanie powstało jeszcze kilka zdjęć nie związanych bezpośrednio z tematem pracy, choć oczywiście nadal w klimacie retro.
Wiosna i lato, to jak co roku czas, kiedy porzucam czerń, na rzecz kolorów. Zestawy z klasycznego retro przechodzą bardziej w pin – up. Cóż jest prostszego niż ołówkowa spódnica w panterkę i hawajski kwiat we włosach, i gotowe :)
W tle widać rusztowania - rewitalizacja w toku.
Zdjęcia powstały na zabytkowym Księżym Młynie, o którym nie raz pisałam już na blogu. Ten niesamowity zakątek miasta, stworzony przez fabrykanta – wizjonera, jako swoiste miasto w mieście, był przez wiele, wiele lat zaniedbywany przez kolejne władze Łodzi. Nareszcie doczekał się swojej drugiej szansy, budynki są w trakcie rewitalizacji, a w planach miasta, jest aby Księży Młyn stał się tzw. dzielnicą kreatywną. Co z tego wyjdzie? Zobaczymy, ja w każdym razie trzymam kciuki, za to miejsce i jego mieszkańców.
Samochód do zdjęć użyczył oczywiście niezastąpiony Retro Pasjonat – Marcin.
Dobra, wcale nie jesteśmy tacy poważni :)
 fot. Jakub Kasica

16 czerwca 2014

Gangi Chicago - przestępczość w czasach Wielkiego Kryzysu.

Jesteście zdania, że współcześnie przestępczość kwitnie, a organy władzy kompletnie sobie z tym faktem nie radzą? Uważacie, że kiedyś było lepiej? Spokojniej? Po prostu praworządnie? No cóż, jesteście w błędzie.
Przestępczość i zbrodnia panoszyły się na ziemi od zarania dziejów ludzkości a niejeden współczesny złoczyńca mógłby się uczyć fachu, czytając stare akta sądowe. Co więcej, były też czasy, kiedy przestępcy stawali się bohaterami w świadomości przeciętnych zjadaczy chleba, a po śmierci ich życie obrastało legendą. I to wcale nie tak dawno, bo nie zamierzam pisać o Robin Hoodzie ani Janosiku. Chcę natomiast opisać pokrótce historię amerykańskich gangów czasów Wielkiego Kryzysu. Brutalną historię o biedzie i desperacji, o dążeniu do wyrwania się z nędzy kosztem życia, swojego i innych. Ale i momentami zabawną, wręcz tragikomiczną, a czasem wzruszającą, historię o czasach, które już nigdy nie wrócą. Kiedy to granica między przestępcą a stróżem prawa często się zacierała, bo ci „źli” i ci „dobrzy” byli bo obydwu stronach barykady. 
 
Gangi rabujące banki powstały na fali Wielkiego Kryzysu w Stanach Zjednoczonych. Wielka depresja w latach 1929 – 1933 dotknęła krajów na całym świecie i pogrążyła wszystkie dziedziny gospodarki. Przyjmuje się iż kryzys rozpoczął się w Stanach Zjednoczonych, po tzw. czarnym czwartku czyli panice na giełdzie nowojorskiej na Wall Street 24 października 1929, kiedy to pękła bańka spekulacyjna i gwałtownie spadły ceny praktycznie wszystkich akcji, pociągając za sobą łańcuch bankructw i zadłużenia. Skutkiem kryzysu była też utrata pracy przez miliony ludzi – w USA bezrobocie sięgnęło około 1/3 całej siły roboczej zaś spadek produkcji przemysłowej wyniósł 50%. Szczególnie silnie kryzys odczuła prowincja, utrzymująca się z rolnictwa. Masowe bezrobocie, głód i skrajna bieda skazała setki tysięcy ludzi na tułaczkę po kraju za pracą i chlebem. W takich warunkach przestępczość rosła lawinowo. Jednak politycy i elity kraju w tamtych czasach utrzymywały, że za wzrost przestępczości i za prostytucję odpowiada nie nędza, a upadek moralny, zepsucie i rozkład tradycyjnych wzorców rodziny (czy my tego skądś przypadkiem nie znamy?). 

Dodatkowo panowała wtedy prohibicja, co oznaczało złote żniwa dla całego światka przestępczego. Niejeden znany później gangster, czy mafiozo, swoją karierę rozpoczynał właśnie szmuglując spirytus rozklekotaną ciężarówką przez bezdroża środkowego zachodu. Żeby w pełni zrozumieć podstawy organizacji ówczesnego podziemia przestępczego trzeba wiedzieć jeszcze jedną rzecz, kluczową dla tej historii. W praktyce nie istniała wówczas niemal współpraca pomiędzy policją poszczególnych stanów. Prawo federalne było w powijakach, napad na bank nie był przestępstwem federalnym. I tak naprawdę stróże prawa nie mieli środków, ani możliwości prawnych, aby ścigać przestępców grasujących w kilku stanach. Ten właśnie fakt pozwalał na początkowo niemal bezkarne działania gangsterów, a scena, w której po przejechaniu granicy uciekinier śmieje się w twarz wściekłemu szeryfowi, który musiał się zatrzymać i zawrócić, nie jest jedynie wymysłem hollywoodzkich scenarzystów. I właśnie działalność gangów i wojna, jaką wypowiedział jej młody szef FBI, Edgar Hoover, miała ten stan rzeczy zmienić.
 
Najbardziej znanym i podziwianym przestępcą ery Wielkiego Kryzysu był bez wątpienia John Dillinger, szef gangu nazwanego od nazwiska swojego założyciela gangiem Dillingera. Fantazja z jaką wymykał się z rąk sprawiedliwości obrosła sławą i stała solą w oku całego FBI, o jego ucieczkach z więzienia, brawurowych pościgach policyjnych oraz szelmowskim uśmiechu krążyły legendy, chętnie podsycane przez prasę. John urodził się w 1903 roku w Indianapolis, gdy był mały zmarła jego matka a opiekowała się nim starsza o 4 lata siostra. Ojciec Dillingera był właścicielem sklepu spożywczego oraz gorącym zwolennikiem kar cielesnych. Najwyraźniej jego metody wychowawcze (bardzo wtedy popularne) nie były zbyt skuteczne, bo już jako nastolatek Dillinger często popadał w konflikt z prawem, z powodu bójek i drobnych kradzieży. W 1922 został aresztowany za kradzież samochodu, a jego relacje z ojcem pogorszyły się.

John próbował przez jakiś czas się ustatkować, ożenił się, chciał znaleźć pracę, jednak koniec końców został aresztowany za kradzież 50 dolarów z lokalnego sklepu spożywczego i skazany na 10 do 20 lat więzienia. Podobno gdy przywieziono go do zakładu, miał powiedzieć „Kiedy się stąd wydostanę, będę najpodlejszym draniem, jakiego kiedykolwiek widzieliście”. Z tego, jakże adekwatnego do przewinienia wyroku, odsiedział dziewięć i pół roku, a pobyt w za kratkami stał się dla niego prawdziwą szkołą, wręcz uniwersytetem, przestępczego życia. Spotkał tam wielu znanych i doświadczonych w napadaniu na banki kryminalistów, którzy chętnie dzieli się swoją wiedzą. Wyszedł 10 maja 1933 roku, podczas szalejącego kryzysu, z dwoma postanowieniami, już nigdy nie trafić za kratki i nie rozmieniać się na drobne okradając sklepy.

Ponad miesiąc później Dillinger zdążył już sformować gang i napaść na swój pierwszy bank New Carlisle National Bank w Ohio. Od tej pory napadał na banki regularnie. Stał się sławny dzięki temu, że starał się unikać rozlewu krwi oraz temu, że jak utrzymywał, nigdy nie okradał zwykłych, ciężko pracujących ludzi. I faktycznie, w przeciwieństwie do wielu innych rabusiów, nie ograbiał klientów, którzy znajdowali się w banku podczas napadu, pozwalał im nawet zabrać wypłacone wcześniej przez kasjerkę pieniądze. Stawiał się w ten sposób pośród sprawiedliwych, walczących ze złem tego świata, czyli bankami i finansistami, odpowiedzialnymi za kryzys. Takie posunięcie zjednało mu poparcie opinii publicznej, a późniejszy dobry kontakt z prasą oraz naturalny wdzięk i swoboda, sprawiły, że stał się pierwszym przestępczym celebrytą. Myliłby się jednak ten, który sądzi, że napady na banki były wtedy niezwykle dochodowym zajęciem. Gangowi Dillingera zdarzały się rabunki na kwoty około 50 tysięcy dolarów i więcej, jednak bywały i takie o wartości 3,5 tysiąca. Biorąc pod uwagę ilość członków gangu do podziału łupu, koszt zakupu broni i samochodów, oraz konieczność ciągłego opłacania kolejnych kryjówek, to pieniędzy nie wystarczało na odłożenie jakiejkolwiek rezerwy na czarną godzinę, co zmuszało gang do kolejnych napadów, często bez koniecznego przygotowania i zabezpieczenia terenu.

Już w sierpniu Dillinger został aresztowany i przewieziony do więzienia w Limie w Ohio. Jednak po czterech dniach został oswobodzony przez członków swojego gangu. Od tego czasu losy Dillingera i jego gangu to seria napadów i kolejnych brawurowych ucieczek. Żeby zdobyć broń, gangsterzy posunęli się nawet do obrabowania policyjnych składów broni. W styczniu 1934 roku Dillinger wraz z członkami gangu został ponownie schwytany i aresztowany. John został osadzony w więzieniu Crown Point, które prasa opisywała jako „ucieczko-odporne”. Jednak i z tego więzienia udało mu się uciec. Przy pomocy drewnianej atrapy pistoletu sterroryzował strażników, po czym odjechał w siną dal (do Chicago) nowiutkim fordem pani szeryf.
John Edgar Hoover
John Dillinger został mianowany Wrogiem Publicznym nr 1 przez szefa FBI, który wprost obsesyjnie dążył do jego schwytania. Walka z gangami stała się priorytetem biura a Hoover postawił na szalę całą swoją karierę, dążąc do nadania agentom FBI szerszych uprawnień. Do tej pory nie mogli oni nosić broni, ani dokonywać aresztowań, w praktyce mogli jedynie asystować policji, co skutecznie uniemożliwiało agentom pracę operacyjną. Pokonanie najbardziej znanego przestępcy w dziejach USA miało potwierdzić w oczach decydentów sprawność federalnych. Rozpoczęto zatem szeroko zakrojone łowy. W tym czasie Dillinger zajął się organizowaniem nowego gangu wspólnie z innym gangsterem Georgem Nelsonem, zwanym Baby Face Nelsonem. Przydomek, którego Nelson z resztą nie lubił, powstał, ponieważ Georg odznaczał się wyjątkowo delikatną i chłopięcą urodą i drobną posturą, która stała w jawnej sprzeczności z jego brutalnym i porywczym charakterem. Nelson nie unikał rozlewu krwi, wręcz przeciwnie, najwyraźniej lubił zabijać i często bez potrzeby dążył do konfrontacji. Stworzyli gang, któremu razem przewodzili, choć mimo to został nazwany gangiem Dillingera. Choć trudno w to uwierzyć, pomiędzy napadami i z policją na karku gangsterzy znajdowali czas na życie rodzinne i odwiedziny u swoich bliskich. Co ciekawsze, przez długi czas zarówno policja, jak i FBI nie wpadli na to, aby obserwować domy rodzinne uciekinierów!
Po kolejnych napadach i po słynnej strzelaninie w Little Bohemia, Dillinger zaszył się w Chicago. Pod fałszywym nazwiskiem i po operacji plastycznej (która z resztą nie spełniła jego oczekiwań, nadal był do siebie podobny) przez krótką chwilę prowadził spokojny żywot pod nosem FBI, które miało tam swoją siedzibę. Chodził do kina oraz na mecze, swojej ulubionej drużyny. Prawdopodobnie mógłby tak żyć przez długi czas, gdyby nie został zdradzony przez kobietę, która pomagała mu się ukrywać. Dillinger zginął 22 lipca 1934 roku, kiedy wychodził z kina. Akcja FBI, bardziej niż zatrzymanie, przypominała egzekucję. Gangster został kilkakrotnie postrzelony w plecy, sam nie zdążył nawet wyciągnąć broni.
Baby Face Nelson
Machine Gun Kelly
Śmierć Dillingera była symbolicznym początkiem końca ery gangsterów napadających na banki, wszyscy jego wspólnicy zostali w krótkim czasie aresztowani, bądź zastrzeleni (z naciskiem na to drugie, bo większość wolała zginąć niż iść do więzienia). W listopadzie w zaciekłej strzelaninie z policją zginął ostatni z członków gangu – Baby Face Nelson. Taki sam los czekał pozostałe gangi, bo było ich w tym czasie przynajmniej kilka. Oprócz gangu Johna Dillingera istniał gang znanego nam już Baby Face Nelsona, oraz gangi Pretty Boy Floyda, Barkera i Karpisa, Machine Gun Kelly’ego oraz Bonnie i Clyde’a. Wokół każdego z nich narosło wiele mitów i nieprawdopodobnych historii, wiele z nich jest wytworem żądnej sensacji prasy, część to propaganda uprawiana przez FBI. Jak choćby postać Ma Baker, okrutnej przywódczyni gangu złożonego z jej synów. W rzeczywistości pani Baker nie była nawet członkinią gangu, natomiast faktem jest że każdy z jej pięciu synów zszedł na drogę przestępstwa a ich matka doskonale wiedziała, czym się zajmują. Pomagała członkom gangu, zaś bracia, bardzo związani z matką utrzymywali ją i zabierali ze sobą do kolejnych kryjówek. Kate Baker zginęła wraz z synem podczas strzelaniny z FBI, kiedy to agenci ostrzelali dom, w którym się ukrywała. Bojąc się potępienia ze strony opinii publicznej za zabicie nieuzbrojonej starszej kobiety, Hoover sprzedał gazetom zgrabną historyjkę o groźnej przestępczyni, którą FBI udało się wytropić i unieszkodliwić.

Podobnie sprawa ma się ze słynną przestępczą parą Bonnie i Clyde. Choć w tym wypadku przestępcy zawdzięczali sławę prasie, w której opublikowano ich zdjęcia. Zdjęcia zrobione zapewne dla zabawy i niemające nic wspólnego z realiami. Bonnie Parker była drobną, ładną i bardzo zdolną dziewczyną, która najwyraźniej lubiła wiązać się z niegrzecznymi chłopcami. Clyde Barrow był drobnym kryminalistą, którego więzienie zmieniło w wymachującego bronią przestępcę. Zakochali się i zostali parą, razem stworzyli gang i rozpoczęli przestępczą działalność. I tak właściwie mogłaby wyglądać ich historia, gdyby nie prasa. Zostali przedstawieni, jako para romantycznych uciekinierów i gangsterów, Bonnie miała być palącą cygara i strzelającą z karabinu maszynowego kryminalistką, zaś Clyde twardym i bezwzględnym przywódcą gangu rabującego banki. W rzeczywistości Barrow był raczej marnym przywódcą słabego gangu, który napadał głównie na sklepy i stacje benzynowe, bawiąc się przy tym w bezsensowne zabijanie. Z kolei Parker prawdopodobnie nie umiała nawet strzelać, o paleniu cygar nie wspominając. Zaś ich romantyczny rajd przez stany faktycznie był chaotyczną ucieczką przed wymiarem sprawiedliwości. Bez pieniędzy, bez jedzenia (często żywili się tylko tym, co udało się dostarczyć ich rodzinom), myli się w rzekach lub przydrożnych rowach a spali w samochodzie lub pod gołym niebem. Według zeznań ich kompana, byli głodni, wystraszeni i mocno śmierdzieli… Zginęli 23 maja 1934 roku zastrzeleni, a może raczej rozstrzelani, w swoim samochodzie przez policję. Według zeznań świadków słyszano krzyki Bonnie, która się nie broniła, kiedy Clyde był już martwy, mimo to nie zaprzestano ostrzału.

Smutny był los ówczesnych przestępców, choć oni sami też nie traktowali lepiej swoich ofiar. Zdarzały się jednak sytuacje komiczne z naszego punktu widzenia, choć przecież ginęło wielu ludzi i sprawa była poważna. FBI dopiero raczkowało, zatrudnieni przez Hoovera ludzie w znacznej mierze byli biurokratami, którzy nie umieli nawet posługiwać się bronią. Komunikacja wewnątrz zespołu również szwankowała, zdarzało się, że jeden agent poszukał przestępcy, którego pełne dane wraz z adresem zamieszkania jego kolega miał na biurku, przykryte stertą innych papierów. Po masakrze w Kansas 17 czerwca 1933 roku, w której zginęło czterech funkcjonariuszy FBI, biuro skierowało wszystkie swoje wysiłki na wykrycie i ujęcie sprawców. Działania biura były na tyle zdecydowane i bezwzględne, że wzbudziły spore zamieszanie w świecie przestępczym. Żaden przestępca, nie chciał być powiązany z tym wydarzeniem. Dlatego też, gdy jeden z gangów zorientował się, że znalazł się w kręgu zainteresowania FBI w związku z masakrą, jego członkowie, z własnej inicjatywy, przesłali do siedziby biura oświadczenie, że nie mogli brać udziału w ostrzelaniu stróżów prawa, ponieważ w tym czasie byli zajęci napadem na bank. Na poparcie swoich słów przesłali również odciski palców! Jednak jeszcze zabawniejsze jest, co nastąpiło potem. Po weryfikacji i potwierdzeniu prawdziwości oświadczenia, agent zajmujący się sprawą nie interesował się już więcej tym gangiem, odłożył papiery ad acta a FBI nie próbowało zatrzymać gangsterów, ani nie przekazało sprawy policji!
W. D. Jones - członek gangu Clyde'a.
Bonnie P.

Samochód Bonnie i Clyde'a po strzelaninie.
Współczesna popkultura, wspierana przez hollywoodzką fabrykę snów, uczyniła z dość pospolitych przestępców (choć niektórym nie można odmówić charyzmy i fantazji) bohaterów masowej wyobraźni. Niektórzy, jak John Dillinger, jeszcze za swojego życia stali się sławni i podziwiani, inni jak choćby Parker i Barrow zostali niemal zapomniani, dopóki ich historia, w mocno wyidealizowanej wersji, nie pojawiła się na srebrnym ekranie. W rzeczywistości Dillinger nie był tylko przystojniakiem z szelmowskim uśmiechem Johnnego Deppa, a bezwzględnym przestępcą, który choć kierując się swoistym system etycznym i własnym poczuciem sprawiedliwości, był odpowiedzialny za śmierć wielu osób. Bonnie i Clyde nie byli parą romantycznych uciekinierów wyjętych z pod prawa, tylko zwykłymi rabusiami zaszczutymi i bezwzględnie zabitymi przez organa ścigania. FBI wbrew deklaracjom Hoovera było nieudolne, policja skorumpowana a przestępcy źli i okrutni. Życie straciło wtedy wielu ludzi, zaś FBI wszystkie swoje siły skupiło na prowincjonalnych gangsterach, podczas gdy olbrzymie mafijne kartele, rosły w siłę, praktycznie nie niepokojone. 

W pobliskim Chicago rządził niemal niepodzielnie niejaki Alphonse Gabriel Capone, zwany Alem. Nielegalne browary (w końcu czasy prohibicji były złotym okresem dla mafii i to właśnie skorumpowani przez mafię politycy i lobbyści najbardziej jej bronili) i przedsiębiorstwa, zajmujące się głównie przemytem spirytusu, przynosiły zyski w wysokości około 10 milionów dolarów rocznie (nieźle w porównani z marnymi kilkoma tysiącami z napadów). Do mafii należały domy publiczne, kasyna i tajne bary w całym Chicago. Podobnie z resztą, jak kieszenie polityków, stróżów prawa i wielu dziennikarzy. Do historii przeszedł dzień 14 lutego 1929 roku, kiedy to miała miejsce tzw. masakra w Dniu Świętego Walentego, podczas której ludzie Capone zabili siedmiu członków rodziny mafijnej jednego z jego głównych rywali, Bugsa Morana. Czy Capone i jego ludzie wiedzieli o gangach rabujących banki? O Dillingerze ukrywającym się w mieście? Oczywiście tak, nic w Chicago i okolicach nie mogło się wydarzyć bez wiedzy i aprobaty (a przynajmniej przy braku sprzeciwu) kartelu. Do pewnego stopnia działania gangów były mafii na rękę, ponieważ skupiały na sobie uwagę mediów, opinii publicznej, oraz co najważniejsze władz, z FBI na czele. Mafiozi nie współpracowali jednak raczej z gangsterami, uważali ich za prowincjonalnych awanturników. Od czasu do czasu wzięli kogoś do mokrej roboty, albo użyczyli jakiejś kryjówki ale też nie wahali się wydać wyroku śmierci, na każdego, kto choćby w najmniejszym stopniu nastąpił im na odcisk.

Nieco dalej na zachód, w Nowym Jorku, Charles „Lucky” Luciano kładł podwaliny pod stworzenie tzw. Narodowego Syndykatu, nowoczesnej organizacji przestępczej obejmującej swoim zasięgiem działania całe Stany Zjednoczone i działającej niczym dobrze zorganizowana korporacja. Po dwuletniej wewnętrznej wojnie, która to przeszła do historii jako wojna Castellammarese, stał się człowiekiem nr 1 wielkiego świata przestępczego. Stworzył również specjalny oddział egzekucyjny nazwany Murder Incorporated pod kierownictwem Alberta Anastasii przeznaczony do likwidacji gangsterów, którzy zdradzili lub z innych przyczyn popadli w niełaskę rodziny. Taka sobie mafijna policja.
Mimo to, Hoover nadal zaprzeczał istnieniu zorganizowanej przestępczości w Stanach Zjednoczonych (człowiek, który posiadał tajne informacje, pozwalające mu wpływać na kolejnych prezydentów USA, podobno sam bał się materiałów, jakie na jego temat posiadała mafia). Ale to już wątek na zupełnie inną opowieść.

Tekst został swego czasu opublikowany w Mega*Zine Lost & Found.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...