Moda retro, styl vintage, piękne i klimatyczne miejsca.
Stylizacje inspirowane nostalgią za minionymi laty,
dwudziestoleciem międzywojennym i złotymi latami Hollywood.

9 września 2016

Kotwica w górę.



Robiąc mały research do tego wpisu, na jednym z portali przeczytałam, że moda na styl marynistyczny nie ustępuje od kilku sezonów. Ja dodałabym, że nawet od kilku dekad - od czasów Coco Chanel. W każdym razie w okresie letnim i nad morzem, styl marynistyczny corocznie święci triumfy.

Styl marynistyczny (zgodnie ze swoją nazwą) opiera się na stylistyce związanej z morzem, począwszy do kapitańskich mundurów, poprzez marynarski ubiór do przepychu znanego z nadmorskich kurortów. Wiodące kolory to granat i biel, ale nie może też zabraknąć złota, czerwieni i wszystkich odcieni niebieskiego. Główny motyw przewodni to oczywiście biało granatowe poziome pasy. Nie trzeba się jednak obawiać nudy, wszelki wzory kojarzące się z morskim wybrzeżem będą tu na miejscu: morskie fale, muszle, statki, latarnie morskie, kotwice, itp.
 
 

Chociaż marynarski styl króluje głównie nad morzem, doskonale sprawdzi się w innych wakacyjnych lokalizacjach. A po urlopie marynarskie dodatki pozwolą choć przez chwilę poczuć się jak na minionym już (niestety) urlopie. Idąc tym tropem z wakacyjnego wyjazdu wróciłam z torbą i kubkiem ze wzorkiem w kotwice i koła ratunkowe. Torba okazała się doskonałym uzupełnieniem dla niebieskiej spódnicy w białe kotwice, którą niedawno odebrałam od krawcowej.

Zdjęcia powstały w marinie na zalewie Jeziorsko. Jest to sympatyczna, mała przystań, w której cumuje kilka żaglówek i motorówek. Możne też wypożyczyć skutery i rowery wodne oraz odpocząć na niewielkiej plaży. Miejsce nie jest może zbyt okazałe, w porównaniu z podobnymi przybytkami choćby na Mazurach, ale jak na centrum Polski, które raczej nie słynie z warunków do uprawiania sportów wodnych, jest całkiem atrakcyjne.
spódnica - krawcowa, materiał - Allegro, bluzka - Cropp, torba - nadmorski stragan

30 czerwca 2016

Letnie miejskie atrakcje.



Śladem wielu innych miast, Łódź zapewnia wiele plenerowych letnich atrakcji. Niedawno pisałam o kiermaszu na Kocim szlaku, z kolei w poprzedni weekend odwiedziłam Park Śniadaniowy w Parku Źródliska oraz imieniny Romualda Traugutta.


Park Śniadaniowy powstał na bazie coraz bardziej popularnego nurtu slow food. W sobotę w łódzkim Parku Źródliska pojawiły się stoiska z jajecznicą, muffinkami, kawą i lodami. Nieopodal altany na placyku przed kawiarnią Tubajka można było zjeść śniadanie na świeżym powietrzu. Rozstawiono stoiska z żywnością dostarczaną przez lokalnych dostawców oraz stoły, przy których można było spokojnie i bez pośpiechu zjeść śniadanie. Ta impreza to tak naprawdę rodzaj rodzinnego pikniku, który powinien odwiedzić każdy miłośnik miejskich spokojnych weekendów. Parki Śniadaniowe w Parku Źródliska będą odbywać się w każde sobotnie letnie przedpołudnie. Smacznego.
Figlarz wiatr ;)

Za to w niedzielę na ulicy Traugutta hucznie obchodzono imieniny Romualda. Atrakcji dla małych i dużych mieszkańców Łodzi było co niemiara. Na woonerfie swoje stoiska rozstawili rękodzielnicy i antykwariusze. W obchody imienin Romualda zaangażował się też Łódzki Dom Kultury - instruktorzy prowadzili warsztaty jogi i tai chi. Uczestnicy imprezy mogli zagrać w żywe warcaby, wziąć udział w warsztatach papieroplastyki lub w plenerze malarskim. Na ścianie jednej z kamienic została ułożona urodzinowa mozaika. Ale co według mnie najważniejsze, imienny Romualda stały się pretekstem żeby po prostu wyjść z domu i pospacerować po ul. Traugutta, posiedzieć w jednaj z urokliwych knajpek, a jeszcze lepiej przy stoliku na woonerfie (pogoda przecież dopisała), zamówić coś zimnego do picia i posłuchać muzyki na żywo. Rozleniwiona słonecznym dniem i degustacją wina w jednym z lokali, doszłam do wniosku, że to było idealne niedzielne południe. W końcu Łódź to nie tylko ulica Piotrkowska i Manufaktura! 
Ruiny w tle znalazły się celowo - to pozostałości znanego niegdyś hotelu Centrum.
Aktorzy Teatru Jaracza przy pracy :)


A w ostatni weekend w niedzielę odwiedziłam piknik Filmowy Helenów organizowany przez Centrum Dialogu im. Marka Edelmana w Łodzi. To już moja trzecia wizyta w Parku Helenowskim (w zeszły roku tutaj pisałam o Nocyświętojańskiej w Parku Helenowskim) i chociaż tegoroczna impreza wypadła nieco skromniej niż poprzednie – nie wiem czy z powodu nagłej zmiany pogody, czy może terminu przypadającego na pierwszy weekend wakacji – to można było spędzić uroczy wieczór słuchając muzyki filmowej.
Zdjęcia z wystawy Muzeum Kinematografii „Spacerem po kinach”, na której znajdują się archiwalne plakaty filmowe oraz portrety polskich gwiazd kina okresu międzywojennego.



18 czerwca 2016

I love Paris in the spring time



Mogłabym zanucić za Frankiem Sinatrą I love Paris in the spring time. Chociaż teraz wszystkie newsy z Paryża koncentrują się na Euro 2016, strajkach i powodzi (ach te zdjęcia zalanych bulwarów – aż trudno uwierzyć, że to te same miejsca po których codziennie chodziły setki mieszkańców i turystów), to mnie to miasto nadal kojarzy się ze spokojem wczesnej wiosny.
Pomimo krótkiej wizyty i napiętego grafiku podczas paryskiego wypadu (pisałam o nim tutaj) znalazłyśmy z Rockagirl czas na szybką sesję zdjęciową z wieżą Eiffla w tle. Sesję zaaranżowała i przygotowała Maja. Jeszcze przed wyjazdem ustaliłyśmy miejscówki na zdjęcia i omówiłyśmy szczegóły. Przyznaję, że byłam nieco zestresowana faktem, że sesja miała być podwójna – to znaczy, miałyśmy sobie robić zdjęcia wzajemnie. Jednak okazało się, że nie taki diabeł straszny i debiut w roli fotografki przeżyłam.
 
Mając wreszcie okazję zobaczyć na żywo, jak wygląda sesja zdjęciowa Rockagirl od kuchni, muszę przyznać, że Maja do zdjęć przygotowuje się po prostu perfekcyjnie. Jest profesjonalistką w każdym calu. Każdy element jej wizerunku jest idealnie zaplanowany i następnie przyszykowany – układania fryzury i sztuki makijażu mogą uczyć się od niej zawodowcy. Miałam to szczęście, że Maja uczesała i umalowała również mnie. Dodam, że rezultat przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. 
zdjęcia+edycja, MUAH: Rockagirl
modelka, stylizacja: ja
I jeszcze na koniec jedno zdjęcie mojego autorstwa, z którego jestem szczególnie dumna. Robiłam je z duszą na ramieniu. I drugi raz nie pozwoliłabym chyba jej się tam wdrapać...

fot. ja
edycja, MUAH i wszystko inne: Rockagirl

31 maja 2016

Na Kocim Szlaku.



W minioną niedzielę odbył się pierwszy w tym sezonie kiermasz na Księżym Młynie w Łodzi. Tym razem pogoda dopisała (zeszłoroczny kiermasz przypłaciłam przeziębieniem) i zwykle kameralny Koci Szlak (tak naprawdę nazywa się to miejsce, nie wymyśliłam sobie) pękał w szwach. Kiermasz, albo pchli targ – jak kto woli, mijał w iście piknikowej atmosferze, którą umilały występy zespołu H'Ernest.


Ponieważ organizatorzy kiermaszu nie pobierają opłat ani nie robią selekcji wystawców na Kocim Szlaku można było zobaczyć zarówno stoiska artystyczne, rękodzielnicze, jak i garażowe wyprzedaże ubrań i zabawek, co dodaje jedynie uroku imprezie i pewnie ma jednoczący charakter dla społeczności Księżego Młyna. Obok stoisk z mydłem i powidłem (również dosłownie), niedzielny kiermasz był okazją do zdobycia wyjątkowej, pamiątkowej monety NBP z wizerunkiem Księżego Młyna na awersie. 
Zainwestowałam całe 10 zł :)
Jednak dla mnie najciekawszy okazał się pokaz jazdy na bicyklach i welocypedach. Bicykl to dawny rodzaj roweru z wielkim przednim kołem i małym tylnym. Przed wynalezieniem przekładni łańcuchowej pedały roweru umocowane były bezpośrednio do przedniego koła. Dla uzyskania większej prędkości jazdy powiększano jego średnicę, nawet do 2 m. Oczywiście wielkość pojazdu musiała być dostosowana do wzrostu i długości nóg użytkownika. Podobno jazda na bicyklu była niebezpieczna, szczególne z powodu wysokości. Jednak mam wrażenie, że prezentujący swoje umiejętności cykliści radzili sobie lepiej z manewrowaniem na bicyklach, niż zwykle ja na swoim zupełnie współczesnym rowerze.


Współczesne rowery nie prezentują się zbyt okazale przy pradziadku.
Bicykl dopasowany kolorystycznie :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...