Moda retro, styl vintage, piękne i klimatyczne miejsca.
Stylizacje inspirowane nostalgią za minionymi laty,
dwudziestoleciem międzywojennym i złotymi latami Hollywood.

18 czerwca 2016

I love Paris in the spring time



Mogłabym zanucić za Frankiem Sinatrą I love Paris in the spring time. Chociaż teraz wszystkie newsy z Paryża koncentrują się na Euro 2016, strajkach i powodzi (ach te zdjęcia zalanych bulwarów – aż trudno uwierzyć, że to te same miejsca po których codziennie chodziły setki mieszkańców i turystów), to mnie to miasto nadal kojarzy się ze spokojem wczesnej wiosny.
Pomimo krótkiej wizyty i napiętego grafiku podczas paryskiego wypadu (pisałam o nim tutaj) znalazłyśmy z Rockagirl czas na szybką sesję zdjęciową z wieżą Eiffla w tle. Sesję zaaranżowała i przygotowała Maja. Jeszcze przed wyjazdem ustaliłyśmy miejscówki na zdjęcia i omówiłyśmy szczegóły. Przyznaję, że byłam nieco zestresowana faktem, że sesja miała być podwójna – to znaczy, miałyśmy sobie robić zdjęcia wzajemnie. Jednak okazało się, że nie taki diabeł straszny i debiut w roli fotografki przeżyłam.
 
Mając wreszcie okazję zobaczyć na żywo, jak wygląda sesja zdjęciowa Rockagirl od kuchni, muszę przyznać, że Maja do zdjęć przygotowuje się po prostu perfekcyjnie. Jest profesjonalistką w każdym calu. Każdy element jej wizerunku jest idealnie zaplanowany i następnie przyszykowany – układania fryzury i sztuki makijażu mogą uczyć się od niej zawodowcy. Miałam to szczęście, że Maja uczesała i umalowała również mnie. Dodam, że rezultat przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. 
zdjęcia+edycja, MUAH: Rockagirl
modelka, stylizacja: ja
I jeszcze na koniec jedno zdjęcie mojego autorstwa, z którego jestem szczególnie dumna. Robiłam je z duszą na ramieniu. I drugi raz nie pozwoliłabym chyba jej się tam wdrapać...

fot. ja
edycja, MUAH i wszystko inne: Rockagirl

31 maja 2016

Na Kocim Szlaku.



W minioną niedzielę odbył się pierwszy w tym sezonie kiermasz na Księżym Młynie w Łodzi. Tym razem pogoda dopisała (zeszłoroczny kiermasz przypłaciłam przeziębieniem) i zwykle kameralny Koci Szlak (tak naprawdę nazywa się to miejsce, nie wymyśliłam sobie) pękał w szwach. Kiermasz, albo pchli targ – jak kto woli, mijał w iście piknikowej atmosferze, którą umilały występy zespołu H'Ernest.


Ponieważ organizatorzy kiermaszu nie pobierają opłat ani nie robią selekcji wystawców na Kocim Szlaku można było zobaczyć zarówno stoiska artystyczne, rękodzielnicze, jak i garażowe wyprzedaże ubrań i zabawek, co dodaje jedynie uroku imprezie i pewnie ma jednoczący charakter dla społeczności Księżego Młyna. Obok stoisk z mydłem i powidłem (również dosłownie), niedzielny kiermasz był okazją do zdobycia wyjątkowej, pamiątkowej monety NBP z wizerunkiem Księżego Młyna na awersie. 
Zainwestowałam całe 10 zł :)
Jednak dla mnie najciekawszy okazał się pokaz jazdy na bicyklach i welocypedach. Bicykl to dawny rodzaj roweru z wielkim przednim kołem i małym tylnym. Przed wynalezieniem przekładni łańcuchowej pedały roweru umocowane były bezpośrednio do przedniego koła. Dla uzyskania większej prędkości jazdy powiększano jego średnicę, nawet do 2 m. Oczywiście wielkość pojazdu musiała być dostosowana do wzrostu i długości nóg użytkownika. Podobno jazda na bicyklu była niebezpieczna, szczególne z powodu wysokości. Jednak mam wrażenie, że prezentujący swoje umiejętności cykliści radzili sobie lepiej z manewrowaniem na bicyklach, niż zwykle ja na swoim zupełnie współczesnym rowerze.


Współczesne rowery nie prezentują się zbyt okazale przy pradziadku.
Bicykl dopasowany kolorystycznie :)

26 maja 2016

Zagubione w czasie - kolodiony.



Nie najlepiej to świadczy o moim zaangażowaniu w blogowanie, ale ta sesja zdjęciowa odbyła się niemal równo rok temu (pisałam o niej tutaj). Dopiero teraz udało mi się zeskanować 3 szklane płytki, które dostałam od Wojtka po naszym retro spotkaniu. Niestety skaner (czy raczej marne oprogramowanie) nie do końca udźwignął ciężar zadania i między czernią i szarością uwidoczniła się pikselizacja. Mimo to, skany i tak wyglądają o niebo lepiej niż zdjęcia kolodionów, które próbowałam zrobić (ach te odbłyski i odbicia).
Uprzedzę, że nie są to wszystkie ujęcia, które zrobiliśmy podczas tej sesji. Pozostałe otrzymał Marcin, właściciel Opelka i naczelny Retropasjonat (rodzinny portret, który wtedy powstał jest z pewnością niezwykłą pamiątką w jego kolekcji artefaktów) oraz pamiątkowa szybka została u fotografa (oczywiście nie muszę pisać, że dostał najładniejsze zdjęcie). A i jeszcze jedno wisi u mnie w domu oprawione w ramkę. To pierwsze i ostatnie zdjęcie jakie sobie póki co oprawiłam (przedstawia tylko nogi, więc i tak nikt nie wie, że to ja).

Już o tym pisałam, ale mimo to powtórzę – nawet najlepsze skany nie oddają uroku kolodionów. Szybki w rzeczywistości nie są czarnobiałe ani szare. Są srebrne i oglądane pod różnym kątem sprawiają wrażenie, jakby obrazy nie były płaskie (ja mam skojarzenie z takimi rozkładanymi, ruchomymi książkami z wyciętymi ilustracjami).

Jeszcze raz dziękuję wszystkim uczestnikom za ten uroczy majowy dzień, kto wie. Może uda się go jeszcze kiedyś powtórzyć.
samochód - Ślub z Charakterem

12 maja 2016

Czy feministka może być retro?


We Can Do It! – amerykański plakat propagandowy z 1942 r.

Mam wrażenie, że sentyment do ubrań w stylu retro i pin up, przez wiele osób kojarzony jest również z poglądami w stylu retro. Ale czy słusznie? Czy kiedy zakładam rozkloszowaną sukienkę w stylu lat 50tych i pończochy, to automatycznie oznacza, że chciałabym zostać amerykańską gospodynią domową, której głównym życiowym zadaniem było dbanie o swój wygląd, sprzątanie domu i oczekiwanie na męża z ciepłym obiadem?  Dlaczego miałabym oczekiwać, że dziewczyny zajmujące się rekonstrukcją strojów z międzywojnia w życiu codziennym też będą zachowywać się jak ówczesne kobiety? Świat przecież zmienił się diametralnie od tamtych czasów, globalizacja, nowoczesne technologie - nie da się udawać, że pozostało to bez wpływu na stosunki społeczne. Poza tym, kiedy oglądamy choćby rekonstrukcje średniowieczne, nie zakładamy, że rekonstruktorzy na co dzień przestrzegają zasad kodeksu rycerskiego :) 
Ale wracając do pytania zadanego w tytule, czy feministka może być retro? Czy zamiłowanie do strojów i stylu kojarzonego z czasami, kiedy królował patriarchat i konserwatywne wartości (na które wielu lubi powoływać się i teraz) da się pogodzić z feminizmem? Otóż jak najbardziej, a wiele osób jest przekonanych, że współczesna moda pin-up jest wręcz stworzona dla feministek. 
Pracujące dziewczyny - Marlena i Melanie.

Styl retro/pin up zdecydowanie stawia na podkreślenie kobiecości. Tu nie ma miejsca na oversize, czy męskie garnitury. Ale czy to źle? Kiedy niemal 100 lat temu Marlena Dietrich torowała sobie drogę do sławy, udowadniała przy okazji, że może nosić garnitur i spodnie niczym mężczyźni. Od tego czasu przez wiele lat sukces i kariera kojarzone były z męską ścieżką, a bizneswoman z lat 80tych i 90tych konkurowały z mężczyznami o stanowiska w spodniumach, udowadniając jednocześnie, że są równie twarde co oni.   
I właśnie podkreślenie kobiecości w stylu retro może mieć wydźwięk feministyczny. Dziś już wiemy, że nie musimy powielać męskich wzorców (również w modzie), żeby "zasłużyć" na szacunek w pracy. Kobieca, nie oznacza słaba. Przecież te perfekcyjne gospodynie z lat 50tych były równie silne, co ich mężowie (a ich praca nigdy się nie kończyła). Tylko nie miały możliwości, aby realizować się poza domem. Styl retro podkreślając kobiecość przypomina, że to kobiety są silne i zawsze takie były.
Czy feministka może być retro i do tego sexy?
To prawda, że styl pin up wywodzi się ze zdjęć i plakatów produkowanych ku pokrzepieniu amerykańskich żołnierzy na frontach całego świata, jednak współcześnie kobiety nie mają już obowiązku podobać się mężczyznom ;) I tak obecne pin-upki ubierają się po prostu dla siebie, w stylu, który lubią. A trzeba przyznać, że styl retro i pin-up schlebia kobiecym kształtom, mam tu na myśli wszystkim kobiecym kształtom. Dziewczyny każdego wzrostu, kształtu i koloru znajdą tu coś dla siebie - zarówno te krąglejsze, jak i chłopczyce. Przecież styl retro to zarówno flapperki, pin-upki jak i hippiski, można by naprawdę długo wymieniać. Co istotne, styl retro jest otwarty na wszelkie inności i alternatywy, mile widziane są tatuaże, piercing, wszelkie szalone fryzury i kolory włosów. No i nie ma limitu wieku - w przeciwieństwie do współczesnej mody, która mam wrażenie kierowana jest głównie do młodych i szczupłych, a później pozostają już tylko nudne garsonki, bądź nieforemne swetry (może się mylę, poprawcie mnie).
Nie taka perfekcyjna żona ze Stepford vs "wytatuowana" pin-upka.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...