Moda retro, styl vintage, piękne i klimatyczne miejsca.
Stylizacje inspirowane nostalgią za minionymi laty,
dwudziestoleciem międzywojennym i złotymi latami Hollywood.

16 listopada 2011

Crazy Horse w Wytwórni/Crazy Horse in Lodz.


Crazy Horse już za mną. Jestem zachwycona, zauroczona, słów mi brak... Jeszcze nie ochłonęłam. 
Antoine Poupel, materiały prasowe
Antoine Poupel, materiały prasowe.
Widowisko Forever Crazy składa się z serii wspaniałych scenek, które są popisem kunsztu tancerek (wszystkie mają klasyczne wykształcenie baletowe). Pośród zaprezentowanych numerów znalazły się zarówno klasyki kabaretu Crazy Horse, jak i nowe układy autorstwa Philippe’a Decouflé’a. Choć nie jestem znawczynią, to z całą pewnością mogę stwierdzić, że choreografia oraz jej wykonanie jest perfekcyjne i na najwyższym światowym poziomie. Tancerki występują niemalże nago, ubrane jedynie w stringi, niebotycznie wysokie obcasy oraz… światło. Muszę przyznać, że zapewne w odróżnieniu od męskiej części widowni, na mnie największe wrażenie zrobiła właśnie oprawa świetlna. Dziewczyny są dosłownie otulone światłem. Gra światła i cienia na nagich ciałach jest niesamowicie zmysłowa, tego nie da się wprost opisać słowami, ani uwiecznić na zdjęciu. To trzeba zobaczyć na żywo. 
Antoine Poupel, materiały prasowe.
Antoine Poupel, materiały prasowe.
Jedynym dysonansem w serii doskonałych scen tanecznych jest moim zdaniem jeden typowo kabaretowy skecz w męskim wykonaniu. Nie jestem stałą bywalczynią paryskich kabaretów, więc nie wiem czy taka jest zwykle konwencja występów, ale pan i jego występ nie byli zabawni a poziomem znacznie odbiegali od reszty przedstawienia. 
Przyznaję, że Forever Crazy wywarło na mnie niesamowite wrażenie, show jest dopracowany w każdym szczególe. Niestety strona organizacyjna przedstawienia pozostawiała nieco do życzenia. Horrendalnie drogie bilety odstraszyły wielu potencjalnych widzów. W związku z dużą liczbą nie wykupionych miejsc, organizator zdecydował zmniejszyć liczbę rzędów na widowni, co skutkowało lekkim zamieszaniem wśród publiczności. W końcu kupując za spore pieniądze bilety na konkretne miejsce, chciałoby się na nim usiąść :( Kolejny minus należy się Wytwórni za otoczenie klubu, a konkretnie wejście do niego, które jest wielkim placem budowy. To co nie przeszkadza publiczności rockowych koncertów (w tym mnie), może być przeszkodą dla bardziej wymagającej widowni. Nierówny i dziurawy chodnik jest sporą przeszkodą dla pań w butach na wysokich obcasach. Uwierzcie, że nie tylko ja cudem uniknęłam skręcenia kostki. No a dwie betoniarki tarasujące jedyny wyjazd akurat w przerwie między spektaklami to już przesada (choć to akurat nie wina klubu). Mimo to, Wytwórnia zdała egzamin i tym samym Łódź stała się jednym z niewielu miast na świecie, które miały okazję gościć legendarny Crazy Horse.
Crazy Horse pozostawiło mnie z niedosytem, chcę więcej, chcę pojechać do Paryża, zobaczyć show w legendarnej siedzibie - to dopiero musi być przeżycie…
PS. Zdjęć niestety nie mam, ale te które zamieściłam powyżej, podobnie jak filmy, pochodzą z numerów, które były prezentowane w Łodzi. Dodam tylko, że filmy zupełnie nie oddają piękna i charakteru występu. Mam wrażenie, że obok tańca i pięknych artystek, równie dużą rolę odgrywa zmysłowa atmosfera i legenda Crazy Horse.
Yesterday I had pleasure to see show Forever Crazy by Crazy Horse. A show is conceived as a tribute to Alain Bernardin, the founder of the Crazy Horse Paris. The famous cabaret visited my city - Lodz during their first international tour. I must say that I’m amazed, amused, speechless…
“The classically trained dancers perfectly integrate the sensuous choreography of their performances and their spectacular bodies. Each dancer is bathed in richly colored and textured lighting designs. The colors and images from the stunning lighting effects are so overwhelming that it is hard to determine where skin ends and the colour reflections begin…”
The show is perfect, dancers are beautiful and this atmosphere of decadence… you should see it yourself…

11 komentarzy:

  1. Dziękuję za relację. Szkoda, że nawet nie mogę sobie wyobrazić jak to wyglądało :D Filmy i zdjęcia to taka namiastka

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki za streszczenie ;) Niesamowite przeżycie zobaczyć to na żywo ... Szczęściara z Ciebie! Nerka była chyba tego warta ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. No to dałaś mi do myślenia, jestem ciekawa tego męskiego numeru. Na pewno napiszę swoją recenzję.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pomimo pięknych zdjęć nie napiszę, że zazdroszczę, nigdy wcześniej nawet nie słyszałam o Crazy Horse. Napiszę za to, że się cieszę: wiem, jak bardzo można chcieć zobaczyć coś lub kogoś na żywo i jak cudowne może to być, więc to wspaniale, że spełniłaś jedno z takich marzeń:)

    OdpowiedzUsuń
  5. @ Anja i Anula: :) Tak, jestem bardzo zadowolona i nie żałuję wydanej kasy. Miałam szczęście, że przedstawienie przyjechało akurat do Łodzi.
    @ Pinupcandy: Życzę ci świetnej zabawy. A swoją drogą może tobie skecz przypadnie do gustu, ja wolałabym obejrzeć w zamian jeszcze jeden numer taneczny :)
    @ Królewna Kier: Dzięki. Muszę przyznać, że udało mi się już spełnić kilka takich marzeń. Wiele jeszcze zostało przede mną i są też niestety takie, których już się nie da zobaczyć...

    OdpowiedzUsuń
  6. Co tu dużo mówić, zazdroszczę. Atmosfera z pewnością była nieziemska. Mam nadzieję, że i Ty, i ja zobaczymy ten show kiedyś w Paryżu :)

    Pozdrawiam ciepło, Anna Sancewicz Atelier

    OdpowiedzUsuń
  7. Szczerze i ogromnie zazdroszczę, dla mnie niestety bariery terminowe (zwłaszcza) jaki i finansowe okazały się nie do przeskoczenia... Może kiedyś:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Przyznałam Ci wyróżnienie ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. ja miałam niezwykłe szczęście pracować podczas 2 dni show w Warszawie :) wystarczyło przywitać gości a potem oglądać! było fantastycznie! jeden pan nawet zemdlał :D szukam soundtracków ale ciężka sprawa :(

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetne wydarzenie. Ja też nie słyszałam o tym, ale piszę, że świetne, bo widzę jak się tym ekscytujesz :) i aż się cieszę Twoim szczęściem :) Ja ostatnio nabrałam mega ochoty na jakiś balet czy operę. Może wybiorę się na "Dziadka do orzechów" czy coś, bo życie krótkie i trzeba spełniać marzenia. Był ostatnio "Upiór w operze", ale jakoś za późno się zorientowałam.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...