Moda retro, styl vintage, piękne i klimatyczne miejsca.
Stylizacje inspirowane nostalgią za minionymi laty,
dwudziestoleciem międzywojennym i złotymi latami Hollywood.

31 lipca 2013

Mafia i gangsterzy - książki i filmy na lato.



Lato to zawsze (przynajmniej dla mnie) sezon nadrabiania zaległości książkowych. Nieco więcej wolnego czasu oraz długie ciepłe wieczory zachęcają do lektury. Ostatnio „na tapecie” mam tematykę gangsterską. Choć przyznaję, że zawsze od romansów wolałam kryminały, to jakoś książki o mafii i gangsterach mnie nie pociągały – aż do teraz. Zaciekawienie wszystkim co minione zaowocowało tym, że coraz bardziej polubiłam literaturę faktu, szczególnie biografie. A z kombinacji książek sensacyjnych i biograficznych, chcąc nie chcąc wyszła mi mafia, i wpadłam po uszy. 
Poniżej przedstawiam krótkie zestawienie moich propozycji do poczytania (i obejrzenia również, bo większość książek ma swoje adaptacje filmowe – ale z ich wiernością oryginałowi bywa różnie).


Public Enemies (Wrogowie publiczni)Bryan Borrough

O tej książce już wspominałam, przy okazji postu o Johnie Dillingerze. Jest to opowieść o powstaniu FBI i wojnie, jaką Hoover wydał zorganizowanej przestępczości – a konkretnie gangom rabującym banki. Rzecz dzieje się w Stanach w latach 1933 – 36 i opisuje dzieje powstania i upadku sześciu głównych gangów: Johna Dillingera, Baby Face Nelsona, Pretty Boy Floyda, Barkera i Karpisa, Machine Gun Kelly’ego oraz Bonnie i Clyde’a.  Wrogowie Publiczni, to obszerna księga opisująca działalność tych gangów. Księga o tyle ciekawa, że została napisana jako dokument, oparty wyłącznie na zeznaniach świadków, aktach policyjnych i FBI oraz innych materiałach źródłowych. Jednak to, co jest największym atutem tej opowieści, jest też jej największą wadą. Autor z kronikarską dokładnością opisał działania kilkudziesięciu osób, w krótkim przedziale czasowym i na tym samym terenie, co powoduje, że książka jest tak przeładowana faktami, datami i nazwiskami, że naprawdę ciężko jest się w tym nie pogubić.

Współczesna popkultura, wspierana przez hollywoodzką fabrykę snów, uczyniła z dość pospolitych przestępców (choć niektórym nie można odmówić charyzmy i fantazji) bohaterów masowej wyobraźni. Niektórzy, jak John Dillinger, jeszcze za swojego życia stali się sławni i podziwiani, inni jak choćby Bonnie Parker i Clyde Barrow zostali niemal zapomniani, dopóki ich historia, w mocno wyidealizowanej wersji, nie pojawiła się na srebrnym ekranie. W rzeczywistości Dillinger nie był tylko przystojniakiem z szelmowskim uśmiechem Johnnego Deppa, a bezwzględnym przestępcą, który choć kierując się swoistym system etycznym i własnym poczuciem sprawiedliwości, był odpowiedzialny za śmierć wielu osób. Bonnie i Clyde nie byli parą romantycznych uciekinierów wyjętych z pod prawa, tylko zwykłymi rabusiami zaszczutymi i bezwzględnie zabitymi przez organa ścigania. FBI wbrew deklaracjom Hoovera było nieudolne, policja skorumpowana a przestępcy źli i okrutni. Życie straciło wtedy wielu ludzi, zaś FBI wszystkie swoje siły skupiło na prowincjonalnych gangsterach, podczas gdy olbrzymie mafijne kartele, rosły w siłę, praktycznie nie niepokojone.

Na podstawie Wrogów Publicznych powstał również film o tym samym tytule z Johnnym Deppem w roli głównej. Jest to dość luźna adaptacja książki, skupiająca się z resztą tylko na jednym z gangów i jego charyzmatycznym przywódcy -  Johnie Dillingerze. Miłośniczkom Deppa polecam gorąco, tym którzy nie przebrną przez książkę, również.



Donnie Brasco (Donnie Brasco: My Undercover Life in the Mafia) Joseph Pistone

Przyznaję, że tej książki nie przeczytałam – jeszcze. Za to oglądałam film (cóż za zbieżność, znów Johnny Depp w roli głównej) i wiem, że historia jest niesamowicie ciekawa, i co ważniejsze wydarzyła się na prawdę. Joseph Pistone tajny agent FBI, jako paser Donnie Brasco przeniknął w połowie lat siedemdziesiątych do struktur nowojorskiej mafijnej rodziny Bonanno. W szeregi mafii został wprowadzony przez Benjamina „Lefty” Ruggiero, dzięki czemu nawiązał bliskie stosunki z capo rodziny Bonanno Sonnym 'Black' Napolitano i Tonym Mirrą. Przez sześć lat Donnie piął się po szczeblach przestępczej kariery jednocześnie zbierając dowody obciążające blisko 200 osób, z czego ponad 100 otrzymało prawomocne wyroki. Swoje wyroki wydała również mafia, i tak Sonny Napolitano został zamordowany, za to, że dopuścił do infiltracji rodziny przez agenta FBI a za głowę Pistone'a ustalona została nagroda w wysokości 500 tys. dolarów. W 1987 roku Pistone wydał swoje wspomnienia z tego okresu, a dziesięć lat później nakręcono na ich podstawie film. I tak możemy się dowiedzieć, że jak wygląda życie rodziny mafijnej od wewnątrz, jakie są zasady i hierarchia. Dowiadujemy się, że żołnierz jest zobowiązany do bezwzględnego posłuszeństwa wobec swojego zwierzchnika, że przestępca nie należący do rodziny, nie może nawet odzywać się w bezpośredniej obecności wyższych stopniem mafiozów, że mafia ma swój własny język i dress code. I że Lefty miał prawdziwego lwa –jako maskotkę i wyprowadzał go na spacer.



Goodfellas (Chłopcy z ferajny) Nicholas Pileggi

Znów przyznaję, jeszcze nie przeczytałam, ale jak powyżej to tylko kwestia czasu. Chłopcy z ferajny Nikolasa Pileggi to również historia oparta na faktach, ale opowiedziana z drugiej strony barykady.  Pileggi oparł swoją książkę na zeznaniach skruszonego mafioza Henry’ego Hill’a. Oczywiście współpraca z FBI nie była wynikiem spóźnionych wyrzutów sumienia a faktu, że Hill obawiał się mafijnego wyroku śmierci. Henry Hill od lat pięćdziesiątych był związany z rodziną Lucchese i swoimi zeznaniami pogrążył swoich współpracowników Paula Vario i Jamesa Burke.

Nie wiem jak to wygląda w książce, ale film pozostawił we mnie lekki niedosyt. Główny bohater, późniejszy świadek FBI Henry Hill, został przedstawiony jako w gruncie rzeczy sympatyczny łobuz, zawadiaka szukający łatwego i szybkiego zarobku, chłopak, który już od najmłodszych lat jest zafascynowany mafią i gangsterami. Nie chce mi się wierzyć w ten nieco idylliczny obraz, w końcu facet, który jest świadkiem kilku zabójstw, wozi w bagażniku zwłoki i pomaga w ich ukryciu, nie jest sam „czysty jak łza”. Opowieść znamy tylko z jednej strony i trudno się spodziewać, żeby Hill przyznał się publicznie i z własnej woli do najcięższych przestępstw, a samo to, że został potem usunięty z programu ochrony świadków, w trakcie którego handlował narkotykami, każe się zastanowić nad szczerością jego skruchy. Mimo to, polecam.



Making Jack Falcone (Gangster. Prawdziwa historia agenta FBI, który przeniknął do mafii .) Joaquín "Jack" García

Okazuje się, że nie tylko polscy tłumacze tytułów filmowych są mistrzami w swoim fachu. Najwyraźniej również polscy wydawcy lubią poprawiać zagranicznych autorów swoich książek. Nic to, że tytuł oryginału doskonale nawiązuje do zawartości książki, u nas tytuł musi być łopatologiczny, a dodatkowo wzmocniony kiepską okładką sprawia mylne wrażenie, że czytelnik ma do czynienia z tanią sensacją klasy B (albo i C). Ale do rzeczy.

Jak i poprzednie pozycje, ta książka opiera się na faktach. Jest też najbardziej współczesna, bo dzieje się na początku tego wieku w Nowym Jorku. Jest to niesamowita historia opowiedziana przez człowieka, który jako drugi w historii agent FBI (po Pistonim) przeniknął i miał zostać wcielony z szeregi nowojorskiej mafii.  Joaquin „Jack” Garcia jest byłym agentem FBI kubańskiego pochodzenia, któremu dzięki swoim umiejętnościom aktorskim, opanowaniu oraz wyglądowi w dużym stopniu odbiegającemu od norm pracownika agencji udało się przekonać członków Rodziny Gambino (tak, tej od Johna Gottiego), że jest Jackiem Falcone - drobnym gangsterem, złodziejem biżuterii o włoskich korzeniach. Większość książki to po prostu opowieść o różnych akcjach FBI wymierzonych w przestępczość zorganizowaną, przestępstwach popełnianych przez gangsterów, ale także opis biurokracji i karierowiczostwa w szeregach FBI. W całej książce Garcia/Falcone nigdy nie gloryfikuje mafii, przeciwnie podkreśla, że mit honorowego gangstera pokazany w "Ojcu chrzestnym" nie istnieje, a jego mentor Greg DePalma, choć jest mafiozem starej daty, to jest przy tym zwykłym bandytą. Jednocześnie daje gotowy przepis, co należy zrobić aby wyglądać i zachowywać się jak prawdziwy chłopak z miasta (mnie osobiście urzekł obowiązkowy zwitek studolarówek, którymi wypada płacić w lokalach). Mafia ma swój własny kodeks i zasady, a ich nieprzestrzeganie jest surowo karane.

Dodam tylko, że historia Donniego Brasco i Jacka Falcone w niezamierzony(?) sposób jest do siebie podobna, hierarchia rodziny mafijnej, opis jej struktur, „przyuczenie” adepta przez doświadczonego mafioza, rozterki agenta, itp. – nie czytajcie tych dwóch książek jedna po drugiej, ja tak zrobiłam (a właściwie przeczytałam jedną książkę i obejrzałam film na podstawie drugiej) i choć opisane w nich wydarzenia dzielą dwie dekady, niestety nieco mi się zlały w jedno…

Szykuje się również film na podstawie książki, z Benicio del Toro w roli głównej. Już teraz wiem, że obejrzę na pewno.


The Godfather (Ojciec Chrzestny) Mario Puzo
I tu pewne odstępstwo od kanonu. Bo opisana w książce historia jest zupełnie fikcyjna (choć postacie bohaterów są wzorowane na prawdziwych przestępcach i prawdziwej hierarchii Rodziny i Syndykatu). Zarówno powieść, jak i film są już absolutną klasyką, zatem obowiązkowo do przeczytania/obejrzenia. Dla mnie dodatkową gratką było to, że akcja dzieje się w latach czterdziestych (choć sama książka została wydana pod koniec lat sześćdziesiątych) – dodatkowy smaczek retro.  O fabule nie będę nic pisać, nie wierzę, że jest ktoś, kto nie słyszał o Ojcu Chrzestnym. 

PS. Pojawił się nowy numer L&F Mega*Zine. Polecam mój artykuł, jakżeby inaczej - o gangach :)


23 lipca 2013

Ulubiona letnia sukienka.




Tak, nie boje się tego napisać – ta oto sukienka, awansowała właśnie do szlachetnego miana Ulubionej Letniej Sukienki. Jest idealna: lekka, zwiewna a jednocześnie na tyle zabudowana, że nie sprawia wrażenia plażowej. Nadaje się na spotkanie z koleżanką, do pracy i na spacer (wypróbowałam, potwierdzam). A jednocześnie jest na tyle swojska, że nie jest mi szkoda zakładać jej na co dzień (od dziecka tak mam, że co lepsze rzeczy oszczędzam tak długo, aż się zestarzeją i nie mam z nich pożytku). Jedyna wada - gniecie się, ale nie czepiajmy się szczegółów.
Dodam tylko, że sukienka pochodzi z zeszłorocznej kolekcji Pretty Girl, którą kupiłam w tym roku na letniej wyprzedaży. Była w dodatkowo obniżonej cenie, ponieważ miała zepsuty ekspres, który należało wymienić. I tu pojawia się przesłanie tej historii – kupując rzeczy z defektem dowiedzcie się najpierw ile was będzie kosztować ich naprawa. W moim przypadku okazało się, że wszycie krytego zamka do sukienki kosztuje więcej niż przypuszczałam i okazyjny zakup nie był aż tak okazyjny jak myślałam (choć nadal niedrogi, bo z wyprzedaży). 
Relaks :)
Sukienka - Pretty Girl,
Sandałki - tanie obuwie,
Torebka - Orsay.

17 lipca 2013

Cupcakes, cupcakes everywhere!



Dziś kolejny post z serii „moje cztery kąty”. Tym razem zwiedzamy kuchnię, a nawet nie tyle zwiedzamy, co pokażę różne kuchenne drobiazgi, z obowiązkowym motywem babeczki. 
 
O retro wystroju kuchni pisałam już tutaj. Wiedząc, że czeka mnie w niedługiej perspektywie przeprowadzka, korzystałam z każdej okazji aby „upolować” interesujące mnie drobiazgi. Szukałam ciekawych aukcji na allegro (tam właśnie znalazłam puszki z motywem babeczek) i rozglądałam się uważnie podczas różnych promocji i wyprzedaży w sklepach z wyposażeniem wnętrz. W tym wypadku niekwestionowanym królem okazało się „Home & You” ze swoją babeczkową kolekcją. Ale kilka ciekawych drobiazgów znalazłam też zupełnie przypadkiem w Biedronce, czy Pepco.
 



10 lipca 2013

Letnie groszki.




Tegoroczne lato spędzam w mieście i prawdę mówiąc jestem nawet z tego faktu zadowolona. W czasie upałów czas biegnie zupełnie inaczej, ulice się wyludniają, miasto wydaje się takie nierealne. Za to długie, ciepłe wieczory sprzyjają spacerom i spotkaniom z przyjaciółmi. Wakacje w mieście nie są takie złe, tym bardziej jak sobie przypomnę zeszłoroczny deszczowy urlop nad morzem… Ale do rzeczy, staram się unikać ubrań, które mogłabym założyć wyłącznie na konkretną okazję. To straszne marnotrawstwo kupić sukienkę, którą założy się tylko raz (pomijam suknie ślubną, to zupełnie inna bajka). Nie inaczej ma się sprawa ze spódnicą w groszki, którą sprawiłam sobie w sezonie komunijnym. Teraz zestawiona ze zwykłym topem i sandałkami, pozbawiona szerokiej halki, będzie idealnym letnim strojem. Muszę przyznać, że materiał ślicznie się układa i „tańczy” z każdym krokiem i podmuchem wiatru. 
 
 

Niedawno w komentarzach do jednego z postów, zostałam pochwalona za to, że nie wstydziłam się przyznać do zakupów w sklepie z tanim obuwiem (dziękuję Pani la Mome). W związku tym przyznaję się od razu, że poszłam tam jeszcze raz i kupiłam takie same sandałki jak poprzednio, tylko w kolorze czerwonym. Wiem, że nie mam co liczyć na jakość i trwałość, ale są tak tanie, że bez żalu wyrzucę je po wakacjach. 
 
 

Mam z resztą swoją teorię dotyczącą markowego obuwia. Uważam, że jak najbardziej warto zainwestować trochę grosza w porządne buty na jesień, czy zimę. Takie, które nie przemiękną i nie rozkleją się przy spotkaniu z pierwszą kałużą. Jednak na sandałki nie warto wydawać fortuny. Buty składające się z podeszwy i trzech pasków skóry kosztujące powyżej stu złotych? Nie, dziękuję. Do tej mądrości życiowej doszłam przez osobiste doświadczenia, kiedy to kilka lat temu zostałam w pewne urocze czerwcowe popołudnie zaskoczona przez nagłą ulewę. Brodząc po kostki w wodzie, wiedziałam, że zanim wrócę do domu, moje drogie skórzane sandałki znanej i lubianej firmy (nie piszę, jakiej, bo nie chodzi o antyreklamę) będą się nadawały do wyrzucenia. 
Spódnica - szyta ze skosu, pokazałam ją już tu,
Top - Allegro,
Espadryle - sklep z tanim obuwiem.

7 lipca 2013

Whatever Lola Wants.



Dawno to było i nie prawda, ale wybrałam się wczesną wiosną do Poznania na spotkanie ze wspaniałym duetem fotografów Karoliną Miądowicz i Michałem Tokarczukiem. Dziś mogę pokazać częściowo efekty tej wycieczki, zdjęcia autorstwa Karoliny. Fryzura to dzieło  mistrza - Marcin Włodarczyk na co dzień czaruje w Jabbar Salon, zaś za makijaż odpowiada Aleksandra Krawczyk
Stylizacja to moja sprawka. Bardzo się cieszę, że wreszcie mogę pokazać w pełnej krasie gorset uszyty dla mnie przez Lady ardzesz corset, który zamówiłam specjalnie na Pin Up & Burlesque Party vol II. Tak się jakoś złożyło, że choć mam go od pewnego czasu, jeszcze nie miałam okazji zaprezentować go na sobie na blogu. 
 
Zdjęcia robiliśmy na poznańskiej Cytadeli, której zabytkowe alejki doskonale oddawały nastrój, o który nam chodziło. Jak zapewne wiecie, lubię do swoich sesji zdjęciowych układać krótkie historie, dzięki czemu nie otrzymuję później jedynie kilku zdjęć powiązanych tylko osobą modelki, a serię łączącą się w jedną całość. Z resztą nie raz pisałam, że przyjemność z samych zdjęć jest tak samo duża, jak frajda z wymyślania tematu przewodniego sesji, kompletowania stroju i całości przygotowań. W tej kwestii z Karoliną i Michałem doskonale się rozumiemy, to fotografowie, którzy w przygotowanie i planowanie sesji wkładają bardzo dużo pracy, podobnie z resztą jak w późniejszą postprodukcję zdjęć. 
Tym razem wcieliłam się w żałobnicę, damę w czerni, opłakującą śmierć wybranka… Czy zginął na wojnie jak wielu innych? Czy może zginął z ręki swojej kochanki, jak wielu innych wiarołomnych przed nim? Miejmy nadzieję, że choć myśl o spadku osuszy nieco te szczere łzy rozpaczy.
Black Widow
fot. Karolina Miądowicz photography
asysta Michał Tokarczuk
hair Marcin Włodarczyk - hair designer
wizaż: Aleksandra Krawczyk

PS. To już przedostatnia z zaległych sesji, jeszcze tylko jeden fotograf ma dla mnie zdjęcia. A później? Nie wiem sama, zbyt dużo zmian ostatnio, zbyt mało czasu. Ale postaram się nie dać o sobie zapomnieć.

3 lipca 2013

Czarna wdowa tańczy.



W przedostatnią niedzielę czerwca odbył się Koncert Finałowy Szkoły Tańca Salome, czyli szkoły, w której tańczę burleskę pod bacznym okiem Avy Largo. Avę zapewne doskonale pamiętacie, z występów na Pin Up & Burlesque Party w Łodzi oraz Vintage & Fetish Show w Poznaniu.
Nasza instruktorka Ava i tancerki: Ania, Rose de Noir i ja.
fot. Michał Rogoziński
To już mój trzeci występ na scenie podczas koncertu z okazji zakończenia roku szkolnego w Salome, jednak za każdym razem wywołuje on we mnie tyle samo emocji. Choć przyznaję, że za pierwszym razem trema była największa. 
Kto zgadnie, jakim sposobem uzyskałyśmy taki widowiskowy dym?
fot. Konrad Galia
W poprzednich latach miałam okazję wcielić się w zalotną kabaretową tancerkę, słodką kotkę szukającą miłości oraz twardą dziewczynę z gangu. W tym roku Ava stworzyła choreografię opowiadającą historię czarnej wdowy, główkującej jak tu uśmiercić kolejnego delikwenta. Po raz pierwszy podczas występu korzystałyśmy z tak wielu akcesoriów – trucizna ukryta w naszyjniku, zabójcza szpila do włosów i wreszcie pistolet schowany za podwiązką… O nieśmiertelnym zdejmowaniu rękawiczki nawet nie wspomnę ;)
 
 
 
Zdjęcia powyżej: LangeL
Pomimo mojego sentymentu do burleski wiem jedno: lepiej czuję się za kulisami, jako organizatorka, niż na scenie, jako tancerka. I niech tak już zostanie.
Rzut oka za kulisy. Wybaczcie jakość, ale to sweet focia z telefonu.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...