Moda retro, styl vintage, piękne i klimatyczne miejsca.
Stylizacje inspirowane nostalgią za minionymi laty,
dwudziestoleciem międzywojennym i złotymi latami Hollywood.

30 września 2013

Coś dla miłośników staroci...

Moto Weteran Bazar - 7-8 września 2013.
To nie pierwsza wizyta na największej w Łodzi giełdzie staroci, militariów i dóbr wszelakich. Bywam tak co jakiś czas, raczej w roli osoby zwiedzającej, niż kupującej. Cóż to za uczta dla oczu :) Tylko spójrzcie.
Coś dla miłośników staroci:
 
 
 
 
 
 
Kto miał takiego w dzieciństwie? Ręka do góry!

 
Miłośników motoryzacji:

 

 No i miłośników militariów:
Poruczniku Gruber, gdzie pan się chowa?

24 września 2013

Tyle słońca w całym mieście...

Ponad miesiąc temu, pewnej słonecznej, sierpniowej niedzieli, miałam okazję wziąć udział w Photo Day Brus w zabytkowej zajezdni tramwajowej na Brusie. Dzięki staraniom autora bloga ZBIORowa KOMunikacja W mieście ŁODZI, zwykle zamknięta zajezdnia, została udostępniona zwiedzającym oraz amatorom fotografii.
 
Cytując opis ze strony organizatora wydarzenia: „Zajezdnia tramwajowa Brus jest najmniejszą w Łodzi i jedną z bardziej nietypowych wśród zajezdni na terenie kraju. Wybudowana została przez Łódzkie Wąskotorowe Elektryczne Koleje Dojazdowe (ŁWEKD) na potrzeby linii tramwajowej do Konstantynowa Łódzkiego, a potem także do Lutomierska. Przez lata wyjeżdżały stąd tramwaje do wspomnianych miejscowości, ale także takie kursujące po Łodzi. W późniejszym okresie użytkowana przez MPK Łódź, a od lutego 1994 przez spółkę Tramwaje Podmiejskie. Od 1 kwietnia 2012 roku spółka została postawiona w stan likwidacji. Teraz czynione są starania, aby w tym miejscu powstało nowe Muzeum Komunikacji Miejskiej.”
 
Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie wykorzystała takiej okazji do zdjęć. Jednak choć temat sesji, przywodzi na myśl zdjęcia w zabytkowej parowozowni wSkierniewicach, to za sprawą Konrada, te zdjęcia mają zupełnie inny charakter. 
 
A z ciekawostek, do zabytkowej zajezdni kursuje równie zabytkowy tramwaj, którym również miałam okazję jechać. Tramwajowa Linia Turystyczna 0 kursuje w każdą letnią niedzielę, więcej szczegółów na jej temat znajdziecie tutaj. Kurs tym tramwajem to tyle niezapomniane, co hałaśliwe przeżycie. A starsi łodzianie z pewnością jeszcze pamiętają takie tramwaje (sama w dzieciństwie miałam okazję nim jechać, o ile dobrze pamiętam, to takie zabytki obsługiwały podmiejskie trasy).
Mini konkurs: Kto pierwszy dojrzy na tym zdjęciu jego autora, dostanie ode mnie wirtualnego całusa :*
Zdjęcia: Konrad Gawrysiak
sukienka:Pretty Girl,
kapelusz: Pepco,
espadryle: sklep z tanim obuwiem.

19 września 2013

Burleska to zło!

W ubiegłą sobotę w świecie brokatu i cekinów mówiło się tylko o jednym – Burleskowej Scenie Urodzinowej organizowanej przez Betty Q. Naprawdę nie wiem, jak Betty tego dokonała, ale ściągnęła na swoje urodziny niemal wszystkie polskie performerki i na dokładkę kilkoro zagranicznych! Oczy całego świata skierowały się na ul. Belwederską 44... No dobrze, trochę się zagalopowałam. Tak czy inaczej w sobotni wieczór spory tłum zmierzał w stronę warszawskiego klubu Dzik, a pośród niego ja wspólnie z Vintage Girl - znowu razem w podróży – chyba musimy się zrzucić na samochód ;)

Oszczędzę tu opisów jak to w ostatniej chwili trzy razy zmieniałam koncepcję stroju (w końcu dopisek „dress to impress” na zaproszeniu zobowiązuje), przez co na fryzurę zostało mi dosłownie 5 minut przed wyjściem z domu i ledwo zdążyłam na autobus. Przechodzę do meritum i opisuję w punktach, żeby niczego nie pominąć.

Miejscówka

Klub Dzik mieści się w zabytkowej Willi Wilkoszewskich, wybudowanej w latach dwudziestych ubiegłego wiek. Budynek jest doskonałym przykładem połączenia popularnego w dwudziestoleciu międzywojennym stylu dworkowego ze stylem art déco. Co tu dużo pisać, miejsce mnie zachwyciło, piękny kameralny budynek, z dużym patio i zacisznym ogrodem z tyłu. Do ogrodu prowadzi wąska dróżka, którą oświetlono świecami – cudowny pomysł. Natomiast na patio umieszczono grzejniki, które pozwalały na korzystanie z dobrodziejstw świeżego powietrza pomimo chłodnej wrześniowej nocy – całe szczęście, że pogoda dopisała.

Można by jeszcze poprawić wybór piw (nie był zbyt wielki) i rozważyć dłuższe otwarcie kuchni w trakcie takich imprez, bo jedyne co można było kupić po występach to zimne przekąski. Wtedy Dzik byłby po prostu idealny (ale to już oczywiście uwagi do właściciela klubu, nie organizatorów imprezy).

Publiczność

Jeszcze nie widziałam tak żywiołowo reagującej publiczności. Serio. Jestem pod wrażeniem, widać, że większość osób dobrze zna burleskę w wykonaniu Betty Q & Crew. Ludzie, choć powinnam chyba napisać dziewczyny, bo to one przeważają na burleskowej widowni, rozumieją konwencję i świetnie się bawią. Betty świadomie nawiązuje do estetyki queer, widać, że dobrze się czuje w takiej burlesce a publiczność docenia autentyczność przekazu.

Solenizantka
Betty Q w obiektywie

Seksowna, czarująca i mega profesjonalnie przygotowana do imprezy. Organizatorka, prowadząca, wodzirej i performerka w jednym – jak te wszystkie role udało się zmieścić w jednej drobnej osóbce, nie wiem. Wiem tylko, że ze wszystkich wywiązała się znakomicie, chapeau bas!

Występy

I wreszcie, last but not least, to co tygryski lubią najbardziej: pasties i brokat. Wieczór rozpoczął występ Loli DeVille (pisałam o niej przy okazji drugiej edycji Pin Up & Burlesque Party). O zmierzchu zostaliśmy zaproszeni do ogrodu, gdzie Lola zaprezentowała swój ognisty taniec – choć widziałam już jej występy, to dzięki tak wyjątkowej oprawie fire show robił jeszcze większe wrażenie niż zwykle. O płonących pasties nawet nie piszę, to trzeba zobaczyć na własne oczy!
Lola DeVille
fot. Nosferat Factory
Lola DeVille
fot. Nosferat Factory
Kolejny set stanowiły występy debiutantek i dziewczyn, które choć mają już doświadczenie na scenie, burleską zajmują się od niedawna. Ku mojemu zaskoczeniu ich numery były generalnie na wysokim poziomie, choć zdarzył się i jeden słabszy. Występy były bardzo różnorodne, dwie dziewczyny pokazały również odwrócony striptease – było ciekawie. Najbardziej w pamięci zapadł mi numer seksownej pajęczycy Bonbon Lakritz (wyraźnie nawiązujący do pokazów Miss Dirty Martini) oraz właśnie odwrócony striptease Dirty Lilly do rockowego kawałka. Gratuluję wszystkim performerkom odwagi i trzymam kciuki za kolejne występy.
Dirty Lilly
fot. Nosferat Factory
Bonbon Lakritz
fot. Nosferat Factory

Później, z numeru na numer, było coraz lepiej. Wytęp były tak różnorodne, że nawet nie potrafię wybrać tego, który podobał mi się najbardziej. Z rodzimych performerek najbardziej zapamiętałam Czerwonego Kapturka Coco de Chocolat i gwiezdny numer Juicy Jane z przepięknymi wachlarzami z piór. Ale zupełnie skradła mi serce Red Juliette, która jako pierwsza znana mi osoba zatańczyła burleskę do polskiej piosenki! Gratuluję, w końcu Polacy nie gęsi, jak sama stwierdziła Juliette. 

Później zrobiło się jeszcze bardziej światowo. Greta Quamar zaczarowała publiczność tańcem z perłą. Jej z początku niepozorny numer, okazał się pełną kunsztu perełką. Lady Francesca była nieco demonicznym kotem, Hurricane Irina padła ofiarą złego wilka zaś Lady Diamond pokazała swoje walory. A było co pokazać :) Zwieńczeniem wieczoru był utrzymany w stylistyce retro występ Marianne Cheescake. Najbardziej z niego zapamiętałam przepiękny czerwony kostium Marianne, będę marzyła o takim gorsecie.
Marianne Cheescake
fot. Nosferat Factory
Greta Quamar
fot. Nosferat Factory
Lady Diamond
fot. Nosferat Factory
Podsumowując, była to zdecydowanie najciekawsza, najlepiej zorganizowana impreza burleskowa na jakiej miałam okazję być (a pamiętajcie, że znam ten temat również od kulis). Połowa sukcesu to dobry prowadzący – uważam, że Betty doskonale dała sobie radę. Jej wielką zasługą jest ściągnięcie tak wielu performerek, choć naszła mnie taka dygresja, że nie wiem jak udało się to wszystko ogarnąć finansowo. A właściwie, trochę wiem, trochę się domyślam i strasznie żałuję, że sama nie mam takiej możliwości dla Pin Up & Burlesque Party.

A kto chce wiedzieć dlaczego burleska to zło, niech spyta panów z Pożaru w burdelu...
Zdjęcia: Nosferat Factory

14 września 2013

Noc muzeów – Warszawą po Łodzi.

W tegorocznej Nocy Muzeów (miała miejsce 18 maja, ale ten czas leci) czynny udział postanowiła wziąć grupa łódzkich Retro Pasjonatów. Dzięki temu do Muzeum Włókiennictwa w Białej Fabryce zjechały najpiękniejsze zabytkowe samochody z regionu (pamiętacie z pewnością Opelka, który pojawił się na blogu już tu i tu). Korzystając z tej wyjątkowej okazji udało mi się zrobić zdjęcia ze wspaniale odrestaurowaną złotą Warszawą pamiętającą lata 50'te ubiegłego wieku.
 
 
Aby nie przeszkadzać zwiedzającym umówiliśmy się na miejscu mniej więcej godzinę przed rozpoczęciem Nocy Muzeów. Przy okazji mogliśmy zrobić kilka zdjęć w Skansenie Łódzkiej Architektury Drewnianej, który znajduje się przy Białej Fabryce. Była to nie lada gratka, bo zwykle muzeum nie jest skłonne do udostępniania swoich włości do zdjęć, a już tym bardziej nie bezpłatnie.
 
Lata 50’te to obowiązkowe rozkloszowane spódnice, halki petticoat i nylonowe pończochy. Samą stylizację prezentowałam już w maju, dziś wreszcie przyszła pora na zdjęcia z sesji autorstwa Konrada Gawrysiaka. Jeszcze raz dziękuję wszystkim Retro Pasjonatom, a szczególnie Marcinowi Wróblewskiemu wraz z rodziną, właścicielom Opla i Warszawy. 
Marcin - dumny właściciel Warszawy M20.

11 września 2013

American Day w Warszawie.

Z dużym (i niezamierzonym) poślizgiem mogę wreszcie zdać krótką relację z trzeciej edycji American Day organizowanej przez Liberator Harley Davidson. Jak wspominałam w poprzednim poście, ostatnia sobota sierpnia była wyjątkowa: dwie duże retro imprezy w jeden dzień! Wybór nie był łatwy. W końcu jednak padło na Warszawę i wspólnie z Vintage Girl wybrałyśmy się właśnie na American Day.
Razem z Vintage Girl.
fot. Nina Holy.
To był strzał w dziesiątkę. Program wydarzenia był naprawdę bogaty, dla każdego coś miłego. Pokazy burleski, koncerty zespołów rockabilly, wybory miss pin-up i prezentacje najnowszego modelu H-D. Imprezę prowadził Michał Figurski (kompletnie go nie poznałam i zorientowałam się chyba ostatnia ze wszystkich – bywa) wspólnie z Pin Up Candy, która organizowała również warsztaty w stylu pin-up (choć zaproponowane na nich stylizacje nie spełniły moich, i chyba nie tylko moich, oczekiwań). A to wszystko w otoczeniu cudownych oldtimerów, pasjonatów motoryzacji oraz wielu ślicznie ubranych pin-up girls. Nic dziwnego, że na miejscu pojawiły się tłumy osób, nie brakowało całych rodzin z dziećmi.
Betty Q
fot. Nina Holy
Nina Holy & Retro Chic Chick

fot. K. Burzymowska
Spotkałam oczywiście wiele dawno nie widzianych znajomych osób (również, o ironio, z Łodzi!), była okazja do rozmowy i ploteczek przy piwie. Miałam okazję zrobić sobie kilka zdjęć – słowem bardzo udany wypad.
fot. Rafał Wójcik
Cała ekipa :)
fot. Rafał Wójcik
Kulminacją wieczoru były koncerty świetnych kapel – The Real Gone Tones i Burning Hearts (tego drugiego niestety nie dane mi było wysłuchać, musiałyśmy już wracać) oraz pokaz burleski w wykonaniu Betty Q. Pierwszy raz miałam okazję zobaczyć jej numer z balonami i przyznaję – jest doskonały. Zabawny i z klasą. Z tego co słyszałam stojąc w tłumie, występ zebrał świetne recenzje, motocykliści stojący za mną byli zachwyceni!
Dziękuję wszystkim za wspaniałą zabawę, do zobaczenia za rok :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...