Moda retro, styl vintage, piękne i klimatyczne miejsca.
Stylizacje inspirowane nostalgią za minionymi laty,
dwudziestoleciem międzywojennym i złotymi latami Hollywood.

3 stycznia 2014

Where The Wild Roses Grow.

W pierwszy noworoczny poście pokażę sesję zdjęciową, która odbyła się niemal pół roku temu. Tak się składa, że dopiero teraz dotarły do mnie te zdjęcia - mam nadzieję, że to będzie dobra wróżba na ten rok i wreszcie „odzyskam” wszystkie zaległe zdjęcia.
Ofelia, nimfa wodna, Świtezianka, czy wreszcie Kylie Minouge w teledysku do piosenki Where the Wild Roses Grow – inspiracji do zdjęć „na topielicę” jest mnóstwo. Lato i ciepłe długie wieczory sprzyjają takim zdjęciom, więc swego czasu różne portale fotograficzne i modelingowe zaroiły się wprost od topielic. Postanowiłam dołożyć i swoje 5 groszy do tego tematu, szczególnie, że już od dłuższego chodziły mi po głowie zdjęcia w wodzie.
 
Pewnego letniego dnia wybraliśmy się z Konradem oraz jego asystentem Michałem do urokliwego Ldzania pod Łodzią. Szczęśliwie dzień nie był zbyt ciepły jak na sierpień, więc mieliśmy to piękne miejsce do dyspozycji bez zbędnej publiki (nie licząc jednego mistrza drugiego planu, który nie zważając na chłodną wodę, postanowił popływać za moimi plecami). 
 
Muszę przyznać, że zdjęcia, które wymagają nieco przygotowań i poświęcenia, sprawiają potem olbrzymią satysfakcję :) 
Zdjęcia - Konrad Gawrysiak,
Stylizacja, MUA - ja.

13 komentarzy:

  1. Przepiękne zdjęcia! Wyglądasz wspaniale :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem ciekawa czy faktycznie leżałaś na wodzie?? Zdjecia świetne, takie niekonwencjonalne:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ oczywiście. Tu nie ma żadnych trików.
      Dziękuję :)

      Usuń
  3. Wspaniałe!
    Jak się utrzymałaś na tej wodzie?;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Normalnie, na plecach da się poleżeć na wodzie przecież. Poza tym było płytko.

      Usuń
  4. Wspaniałe zdjęcia! Jak zwykle cudowny, czarodziejski klimat...

    P.S. Powiedz mi proszę, gdzie jest mistrz drugiego planu? :D Chyba mi się już wzrok pogarsza... bo niczego podejrzanego nie widzę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Mistrza tu nie ma, wycięty, ale bardzo chyba chciał się pojawić :)

      Usuń
    2. Aaa, no chyba że tak :D
      Szkoda, liczyłam na jakąś wydrę czy innego zwierza ;-)

      Usuń
  5. I tak dobrze, że mistrz drugiego planu był tylko jeden. My z Michałem zazwyczaj stawaliśmy do zdjęć w jakimś stosunkowo nieruchliwym w danym momencie miejscu, po czym po ustawieniu aparatu zaczynało się tam pojawiać coraz więcej i więcej przechodniów, samochodów, meleksów... Dziwne, że nad wodą nie było co najmniej rodzinnego pikniku, dwóch wędkarzy i motorówki ;)
    Świetne zdjęcia, najbardziej podoba mi się chyba to drugie - przez uwypuklone kręgi na wodzie.

    Ach, i dzisiaj będę po raz trzeci piec ciasto dyniowe z halloweenowego przepisu - rzeczywiście jest bardzo łatwe (kiedy już obierze się dynię, przy czym raz pocięłam sobie oba kciuki) i smaczne, dziękuję za przepis :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już miałam raz takiego mistrza drugiego planu, że opis nie nadaje się do publikacji. Szczęście, że nigdy nie jestem sama na zdjęciach :)
      Cieszę się z ciasta - i smacznego :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...