Moda retro, styl vintage, piękne i klimatyczne miejsca.
Stylizacje inspirowane nostalgią za minionymi laty,
dwudziestoleciem międzywojennym i złotymi latami Hollywood.

26 marca 2014

When a woman smiles, then her dress should smile too.


Madeleine Vionnet - francuska projektantka mody, obok Coco Chanel i Elsy Schiaparelli, była właścicielką jednego z najbardziej znanych domów mody dwudziestolecia międzywojennego. Vionnet dziś nieco zapomniana, uważana jest przez znawców za jedną z prekursorek, które miały największy wpływ na modę w XX wieku. 
 
Madeleine Vionnet urodziła się 22 czerwca 1876 r. w biednej rodzinie w Chilleurs-aux-Bois. Dziewczynkę wychowywał ojciec, matka Madeleine porzuciła rodzinę, kiedy mała Madeleine miała kilka lat. W wieku jedenastu lat Madeleine Vionnet przerwała naukę i rozpoczęła praktykę w domu mody. W wieku 18 lat wyszła za mąż, lecz szybko się rozwiodła i wyjechała do Anglii, gdzie pracowała w pracowni Kate Reilly. Po powrocie do Paryża związała się z pracownią Callot Soeurs, a następnie z domem mody Jacques'a Douceta. Vionnet, około 1907, jako pierwsza projektantka zrezygnowała z kobiecego gorsetu. W 1912 otworzyła dom mody Vionnet.
 
 
W latach dwudziestych ubiegłego wieku Vionnet jako pierwsza zastosowała w swoich projektach wykrój ze skosu materiału (bias cut). Dzięki temu zabiegowi otrzymała lekką i zwiewną sylwetkę, ubrania podkreślały naturalne kobiece kształty. Projektantka zwykła mówić: „Kiedy kobieta się uśmiecha, jej suknia też powinna się uśmiechnąć”. Silny wpływ na projekty Vionnet wywarła Isadora Duncan, której tańcem projektantka była wprost zafascynowana. Inspirowała ją również starożytna Grecja, tworzyła swoje projekty poprzez drapowanie materiału na modelu, tak by nadać im zwiewny charakter, opływający ciało, zamiast zmieniający jego kształt. Poprzez ukośne cięcie podkreślała ruch i dynamikę materiału, jak i formę projektu, który dzięki temu dobrze leżał na sylwetce.
 
 
Używając dzisiejszej terminologii, można ją określić trendsetterką. Została okrzyknięta architektką mody i królową cięcia ze skosu. W latach 30tych zdominowała wprost modę houte couture, jej zmysłowe suknie nosiły gwiazdy kina: Marlena Dietrich, Katharine Hepburn i Greta Garbo. Była wizjonerką nie tylko w w zakresie projektowania, jako jedna z pierwszych walczyła o regulacje z zakresu praw autorskich w modzie, jak również o prawa pracownicze. Zapewniała swoim pracownicom płatny urlop wypoczynkowy, urlop macierzyński, zatrudniała lekarza i dentystę – było to wprost rewolucyjne jak na tamte czasy. Niestety w 1939 roku musiała zamknąć swój dom mody. Obecnie trwają próby reaktywacji domu mody Vionnet (podobnie z resztą jak innego gorącego nazwiska lat 20 i 30 – Schiaparelli), czy uda się odzyskać dawny blask? Czas pokaże.

20 marca 2014

Cartier is a girl's best friend.

W tym tygodniu rozpoczęła się niesamowita aukcja internetowa „Marlene Dietrich "The World's Most Glamorous Grandmother", na której można kupić przedmioty należące do wielkiej divy przedwojennego kina. Z pewnością jeszcze o tej aukcji napiszę, dziś jednak chciałabym wspomnieć inne znane aukcje i jednocześnie nawiązać do historii Wallis i Edwarda, o których pisałam niedawno.
Wallis w naszyjniku firmy Cartier.
Jak już wspominałam Wallis posiadała olbrzymią kolekcję klejnotów. Kobieta, która całe życie bała się ubóstwa i uciekała przed nim w kolejne małżeństwa, swoją pozycję w świecie potwierdzała za pomocą biżuterii. Na długo przed MM wiedziała, że brylanty są najlepszym przyjacielem kobiety. (Ciekawostka: w filmie „W.E.” użyto głównie kopii biżuterii Wallis, jednak udało się też wypożyczyć oryginalne projekty Van Cleef & Arpels dla księżnej, wreszcie w kilku scenach zagrała też osobista biżuteria Madonny). 
Kadr z filmu - i filmowa para W.E. - zwróćcie uwagę na bransoletę.
Już w rok po śmierci księżnej, w 1987 roku, przeprowadzono w domu aukcyjnym Sotheby’s pierwszą aukcję biżuterii do niej należącej. Kolejne aukcje miały miejsce w 2010 i 2013 roku. Nadmienię tylko, że osiągnięto astronomiczne wprost kwoty. Zobaczcie dlaczego.
Ta przepiękna bransoleta w kształcie pantery osiągnęła cenę bagatela 7 milionów dolarów (4,5 mln funtów) .
Cartier 1952
To najwyższa cena, jaką Sotheby's osiągnęło kiedykolwiek za bransoletę (pomimo brakujących paru kamieni).
Brosza w kształcie flaminga to przy niej taniocha, jedynie 1,7 mln funtów.
Cartier 1940
Cartier
Bransoleta, którą miała na sobie podczas ślubu z Edwardem
Cartier 1935

16 marca 2014

Chodzą Śmiercie po słonecznej stronie.

Chodzą Śmiercie po słonecznej stronie,
Trzymający się wzajem za dłonie.
Którą z naszej wybierzesz gromady,
By w cmentarne uprowadzić sady?
Nie chciał pierwszej, że nazbyt miniasta,
Grób, gdy hardy, pokrzywą porasta.
Nie chciał drugiej, że nadmiernie złota,
Nie zna ciszy, kto się tak migota.
Wybrał trzecią, co choć bugulicha,
Lecz tak cicha, że wszystko nacicha.
Coś za jedna, że podobasz mi się
W swym bożystym na ziemi zarysie?
Żal mi, przeżal ptaka, co odlata,
Dla cię umrę z nieżalu do świata.
Blada jesteś, jak to słońce w zimie -
Kędy dom twój i jak ci na imię?


Dom mój stoi na ziemi uboczu,
A na imię nic nie mam, prócz oczu.
Nic w tych oczach nie mam, prócz wieczoru,
Pewna byłam twojego wyboru.
Jeden zowąd śmierć sobie wybiera,
Ale drugi tą śmiercią umiera.

Choć wybrałeś, nie wiedząc dla kogo,
Zawszeć będę pamiętną i drogą.
Jestem śmiercią twej matki, co w chacie
Uśmiechnięta czeka teraz na cię.
Zdjęcia: Maciej Wyszkowski
Autorką tego niesamowitego makijażu w stylu santa muerte jest Kaja Kaczmarek. Jest również właścicielką tej niesamowitej czarnej kotki, która tak dzielnie ze mną pozowała. Inspiracją do kwiatowych ozdób stał się piękny pas do pończoch w różany wzór, który kupiłam dzięki facebookowej grupie miłośniczek pończoch: Pończoszanki.
Stylizacja:
Pas do pończoch – Triumph vintage,
Pończochy – nylony.pl,
Underbust – Absynt,
Lingerie – ewa-michalak.pl,
Rękawiczki – Restyle,
Szpilki – Allegro.


13 marca 2014

Nie można być zbyt bogatym, ani zbyt szczupłym/ You can never be too rich or too thin

O ile z drugą częścią pozwolę sobie się nie zgodzić, to część pierwszą chciałabym kiedyś sprawdzić osobiście. Zacytowane przeze mnie słowa były mottem pewnej niesamowicie interesującej kobiety – Wallis Simpson, a właściwie Wallis, księżnej Windsoru.
Wallies.
Urodzona jako Bessie Wallis Warfield, sama zadecydowała, że będzie używać imienia Wallis. Wallis Spencer po pierwszym mężu (wojskowym, damskim bokserze – lepiej zapomnieć o takim małżeństwie), Wallis Simpson po drugim, Erneście – statecznym i kochającym, który jednak nie mógł konkurować z następcą brytyjskiego tronu. Amerykanka, dwukrotna rozwódka, o specyficznej urodzie, podejrzewana o hermafrodytyzm, a jednak zawróciła w głowie młodszemu od niej Edwardowi. Oskarżana o spowodowanie kryzysu konstytucyjnego i nieomal zniszczenie monarchii. 
Księżna i książę Windsoru.
Co było tak wyjątkowego w tej kobiecie? Na to pytanie próbuje opowiedzieć Anne Sebba w swojej książce „Ta kobieta. Wallis Simpson.” Z jej opisu wyłania się ciekawa osobowość, raczej nielubiana przez kobiety, za to podziwiana przez mężczyzn, dusza towarzystwa, przy której każdy czuł się dobrze. To historia kobiety, której największą ambicją było znalezienie bogatego męża, a jednocześnie kobiety wyzwolonej i łamiącej ówczesne konwenanse, okrzykniętej ikoną mody. Książka mnie wciągnęła, przeczytałam ją jednym tchem, nie tylko ze względu na postać Wallis, ale na zapis życia epoki, która minęła bezpowrotnie. Przyznam też, że niedawno czytana biografia Coco Chanel nie była tak interesująco napisana, choć sama Coco była przecież z pewnością dużo ciekawszą osobą. 
Znów z trzecim i ostatnim małżonkiem - Edwardem.
Często po skończeniu dobrej książki, czuję niedosyt. Tym razem też tak było, dlatego idąc za ciosem postanowiłam zobaczyć „W.E.”, melodramat w reżyserii Madonny, osnuty na kanwie historii słynnego romansu Wallis i Edwarda. Film opowiada równolegle historie dwóch kobiet, współczesnej Wally i historycznej Wallis, niestety opowieści te są „nierówne”, część opisująca przeszłość jest dużo ciekawiej i lepiej nakręcona. Mimo to uważam, że „W.E.” warto zobaczyć, nawet pomimo pewnych nieścisłości historycznych. 
A to już aktorzy, odtwórcy ról Wallis i Edwarda.
Urzekła mnie dbałość o szczegóły, najmniejsze detale strojów, wnętrza, nawet kosmetyki (Wally ma toaletkę pełną Chanel, aż miło popatrzeć) – widać w tym kobiecą rękę i oko. Postać W. Simpson nosi suknie takich projektantów jak Balenciaga, Christian Dior, Madeleine Vionnet czy Elsa Schiaparelli. Oryginały tych kreacji w większości znajdują się w muzeach, były więc niedostępne dla filmowców, jednak wiele domów mody zaoferowało, że stworzy kostiumy do filmu Madonny. Reżyserka zatrudniła też kostiumolożkę, Arianne Phillips. Niektóre kostiumy były kombinacją prawdziwych strojów vintage, inne były pieczołowicie odwzorowane na podstawie wykrojów z muzealnych archiwów, wreszcie część była specjalnie zaprojektowana do filmu. Wszystkie kostiumy były szyte ręcznie, 60 strojów dla Wallis i 30 dla Edwarda (Madonna zadbała nawet o krawiectwo miarowe – bespoke). 
Madonna starała się by film był jak najbardziej autentyczny, to widać również w wyborze wnętrz (autentycznych rezydencji, nie wybudowanej scenografii). Nie będę streszczać fabuły, w końcu to nie nowy film i jest sporo recenzji w sieci, jednak uważam, że krytyka zbyt ostro potraktowała Madonnę. Film zrobił kompletną klapę, zarówno finansową jak i artystyczną. Czy słusznie? Moim zdaniem nie, widziałam większe gnioty, które całkiem dobrze sobie radziły w kinach. 

Książka: Ta kobieta. Wallis Simpson, Anne Sebba
Film: W.E., reż. Madonna, rok prod. 2011 

7 marca 2014

Art déco - w stylu Wielkiego Gatsby'ego.

Ostatnio czytam coraz więcej biografii. Przeskakuję z książki na książkę, kiedy czytam o jednej ciekawej postaci, w opowieści pojawiają się kolejne osoby, wydarzenia, miejsca, o których chcę przeczytać. Historie zazębiają się i przenikają, u Coco Chanel trafiam na Wallis Simpson, a od niej już krok do „Jak zostać królem”. Im lepiej poznaję lata 20ste i 30ste, tym więcej tajemnic do odkrycia przede mną. I wreszcie w moje ręce wpadł piękny album zatytułowany po prostu: Art déco. 
 
Art déco to styl w sztuce (również użytkowej) rozpowszechniony w latach 1919 - 1939. Nazwa wywodzi się od francuskiego art – sztuka i décoratif – dekoracyjny. Art déco był reakcją na secesję (Art nouveau), wyrazem sprzeciwu wobec - typowego dla sztuki secesyjnej - braku dyscypliny przestrzennej. Styl art déco charakteryzował się klasycyzującym zgeometryzowaniem i dążeniem do syntetycznego ujmowania form, poszukiwaniem piękna w funkcji przedmiotu użytkowego i jasności przekazu w grafice czy malarstwie. Szczyt popularności przypadał na lata 20. zeszłego stulecia, a Międzynarodowa Wystawa Sztuki Dekoracyjnej i Wzornictwa w Paryżu w roku 1925 zgromadziła najwięcej dzieł sztuki i przedmiotów użytkowych charakterystycznych dla epoki. 
Najbardziej znaną polską przedstawicielką art deco była była urodzona w 1898 roku malarka Tamara Łempicka (Tamara de Lempicka). Przyszła na świat jako Tamara Rosalia Gurwicz-Górska, w zamożnej warszawskiej rodzinie. W 1916 w Petersburgu poślubiła prawnika Tadeusza Łempickiego. W tymże roku Tamara urodziła córkę Marię Krystynę (Kizette). Podczas rewolucji październikowej, jej mąż został aresztowany przez bolszewików. Ponoć, żeby uwolnić męża Łempicka musiała spędzić noc ze szwedzkim konsulem, który następnie pomógł jej uciec z Rosji. 
Małżeństwo zamieszkało w Paryżu, aby móc się utrzymać Tamara zaczęła malować. Paryż lat dwudziestych był ku temu sprzyjającym miejscem: na ulicach pełno było malujących kobiet, w mieście emigrantów, którzy uciekli przed wojną, a emancypacja zdołała już przetrzeć kobietom pierwsze szlaki ku karierze. Wkrótce stała się sławna jako portrecistka Tamara de Lempicka. Jest to najbardziej kojarzony z Tamarą Łempicką okres jej twórczości - wyidealizowane portrety i akty o lekko kubicznych formach, o nasyconej gamie barwnej, zamknięte w sobie i bardzo estetyczne. Z tego okresu też pochodzi jej autoportret "Tamara w zielonym Bugatti" przeznaczony na okładkę czasopisma "Die Dame" i uważany za jeden z typowych obrazów art déco.
Na początku II wojny światowej przeniosła się do Beverly Hills w Kalifornii z drugim mężem, austriackim baronem Raoulem Kuffnerem. W 1943 przeprowadzili się do Nowego Jorku, gdzie malarka kontynuowała twórczość artystyczną w swoim charakterystycznym stylu, nie została jednak doceniona. Dopiero pod koniec życia doczekała się ponownego uznania, i pieniędzy. 
I proszę, kolejna biografia do przeczytania...
(opisy na podstawie Wikipedii)

2 marca 2014

Sadness is a blessing.

These scars of mine make wounded rhymes tonight
I dream of times when you were mine so I
Can keep it like a haunting
Heart beating close to mine
 
Sadness is a blessing
Sadness is a pearl
Sadness is my boyfriend
Oh, sadness I'm your girl
 
I ranted, I pleaded, I beg him not to go
For sorrow, the only lover I've ever known
Every night I rant, I plead, I beg him not to go
Will sorrow be the only lover I can call my own? 
(Lykke Li)
 fot. Piotr Wywijas
Oto druga część zdjęć, które pokazałam we wpisie Hurt. W to lutowe popołudnie było kilka, a w słońcu może i kilkanaście stopni na plusie. Ciepła zima ma swoje plusy, tym razem nikt nie musi się martwić, że zmarzłam.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...