Moda retro, styl vintage, piękne i klimatyczne miejsca.
Stylizacje inspirowane nostalgią za minionymi laty,
dwudziestoleciem międzywojennym i złotymi latami Hollywood.

2 kwietnia 2016

Pocztówka z Paryża.



Przedostatni weekend marca spędziłam w mieście zakochanych – Paryżu. Dlaczego stolica Francji miałaby przyciągać akurat zakochanych, nie wiem (choć faktycznie par robiących sobie selfie wieżą Eiffla było sporo), wiem natomiast co mnie skłoniło do podróży. Motywacją do wyjazdu okazały się występy samej Dity von Teese. Kiedy jesienią zeszłego roku przez media społecznościowe lotem błyskawicy przemknęła informacja, że Dita planuje serię pokazów w paryskim Crazy Horse, nawet mi się nie śniło, że ja również zasiądę na widowni tego legendarnego kabaretu. Los jednak się nade mną zlitował, okazało się, że do Paryża wybierają się Vintage Girl i Rockagirl, takiej okazji nie mogłam przepuścić.

Była to moja pierwsza wizyta w mieście świateł i mam nadzieję, że nie ostatnia. Paryż okazał się dokładnie taki jak go sobie wyobrażałam. Piękne miasto z przestronnymi bulwarami, majestatycznymi budynkami i uroczymi zakątkami, pełne gwaru w różnych językach. I co ważne dla turystki, wspaniale skomunikowane. Dojazd metrem bądź kolejką RER w dowolne miejsce w obrębie centrum zajmował dosłownie kilka, kilkanaście minut. A biorąc pod uwagę, że jednorazowy bilet do metra (1,4 Euro) pozwala na dowolną liczbę przesiadek (w metrze i RER), to można spokojnie przyjąć, że kosztuje mniej niż bilet tramwajowy w Łodzi. 
Cmentarz Père-Lachaise
Cmentarny rezydent - ten koleżka z daleka wyczuł miłośniczki kotów :)

Niestety zaledwie trzydniowy wyjazd okazał się stanowczo zbyt krótki, aby zobaczyć wszystkie najciekawsze i najbardziej znane miejsca (bo zobaczenie wszystkich jest chyba niemożliwe), mimo to udało nam się zobaczyć całkiem sporo: Katedra Notre-Dame, Luwr, Łuk Triumfalny, cmentarz Père-Lachaise (choć na zwiedzanie Luwru nie starczyło już nam czasu). Ale najbardziej urzekła mnie po prostu atmosfera tego miasta, wieczorne spacery (mała dygresja, w centrum późnym wieczorem czułyśmy się bardzo bezpiecznie, czego nie mogę powiedzieć o swoim mieście) i podziwianie oświetlonej panoramy Paryża. I przyznaję się – zakochałam się w Wieży Eiffla. Wieczorna iluminacja wygląda wprost niesamowicie.
Nie zawsze było całkiem poważnie :)
Nastrój najwyraźniej udzielił się również Vintage Girl.

Wisienką na torcie był wieczór spędzony w Crazy Horse i zobaczenie na żywo Dity von Teese. Po obfitującym w atrakcje dniu (szybka sesja zdjęciowa z Rockagirl na tle wieży i spacer po uliczkach Montmartre) wybrałyśmy się do kabaretu. Ponieważ miałam już okazję obejrzeć występ dziewczyn z Crazy Horse podczas ich europejskiego tournée, ich show nie był dla mnie zaskoczeniem. Urok nowości sprawił, że poprzednim razem pokaz zrobił na mnie większe wrażenie. Jednak sama atmosfera kabaretu, doskonałe towarzystwo oraz występy Dity sprawiły, że nie żałowałam nawet 1 euro wydanego na bilet. Nie będę się rozpisywać na temat występów von Teese (miało to już miejsce na innych blogach), od siebie napiszę tylko, że była niekwestionowaną gwiazdą wieczoru, która przyćmiła na scenie inne tancerki. Mnie po występach pozostał niedosyt. Pokazała cztery numery. Były przepiękne ale chciałabym z pewnością zobaczyć więcej, szczególnie, że niektóre były zmodyfikowanymi pozycjami z regularnego show Crazy Horse.

Z Mają Rockagirl przy Moulin Rouge - ubrane niemal jak na zimę.
Zaułki Montmartre
 
Przed pokazem.
Uczciwie przyznaję - fryzura i makijaż to dzieło Rockagirl.
Nigdy nie jest tak, że wszystko udaje się idealnie. Nam też przytrafiły się większe i mniejsze rozczarowania i problemy. Awaria „naszej” linii metra akurat gdy nam się najbardziej spieszyło, bliskie spotkanie z paryskim kieszonkowcem, zamknięty wjazd na Wieżę Eiffla dosłownie na chwilę przed przyjściem czy spotkanie z artystką, które okazało się niewypałem organizacyjnym. No i nerwowy powrót do domu, wylatywałyśmy z Paryża akurat w dniu ataków w Brukseli. No i chyba oglądając zdjęcia nie można nie zauważyć, że było zimno! Nie tak wyobrażacie sobie wiosnę w Paryżu.
Widok z okna naszego mieszkanka vs wieczorny spacer.

Ale wszystkie drobne przeciwności z czasem zamienią się w anegdoty, które będziemy wspominać z rozbawieniem a ja zamierzam jeszcze odwiedzić Paryż na dłużej (już niedługo mają nawet pojawić się loty do Paryża z łódzkiego lotniska, czyżby dobra wróżba?). Chciałabym mieć jeszcze czas na odwiedzenie choć kilku z licznych muzeów i galerii. Kiedy to się uda, nie wiem. Na razie przeglądam zdjęcia z wyjazdu i wspominam miłe chwile. Dziewczyny, dziękuję, że mnie zabrałyście ze sobą - jesteście idealnymi współpodróżniczkami :)
Pamiątki :)
 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...